Moment ten był planowany ponad rok.
Pierwsze parę miesięcy zabrała mi decyzja jakie źródło ciepła będzie odpowiednie. Od drzewa i węgiel przez prąd po pompy ciepła. Pompy odpadły, bo bym nie dożył momentu PBP, a obiecanki sprzedawców są tu mocno podkręcone. Kosztuje znacznie więcej niż pozostałe, a koszty eksploatacji są niedoszacowane.
Prąd też odpadł, bo choć inwestycja niemal żadna w porównaniu do nawet martenowskiego pieca, to jednak potoku złotówek zimą bym nie zatrzymał, choćbym rzucił się jak Rejtan pod bramą PGE. Poza tym założenie było takie, że to ja produkuję prąd, a nie kupuję. Marzy się ściętej głowie dom zeroenergetyczny. Zu spät.
Tanie kotłownie po namyśle i rzucie monetą też wypadły. Pelet, węgiel i inne śmiecie wymagały dużych podajników i częstego chodzenia. A ja nie mam ochoty chodzić do kotłowni co parę dni, wywalać popiołu, a za dwadzieścia lat to może być to awykonalne. A co? A najważniejsze jest to, że jednak jestem proeko. Zatem żadnych śmieci, żadnych kopciuchów. Trudno: zapłacimy, jak powiedział prezes klubu Tęcza o tym misiu.
Został nam zatem gaz. Nie wiem czy to będzie gaz norweski czy radziecki. Whatever. Będzie wygodnie. Z apki obsługa kotłowni, która nie wymaga miejsca, jest czysta, nie trzeba do niej biegać, i nie zanieczyszczam łąki (dobrze, że praktycznie nie ma tu sąsiadów, bo jednak prowincja nie jest aż tak eko).
Jak gaz, to najlepiej podobno ziemny, czyli dostarczany przez gminę, co miało nastąpić w planie strategicznym rozwoju gminy do 2020 roku. Urocza urzędniczka zapewniła mnie jednak, że nie muszę się martwić, bo rurociągu z gazem nie będzie ani w 2020 ani w 2030, choć cuda się zdarzają. Zatem mogę sobie na nich nie liczyć.
Jasno postawiona sprawa. Zatem w ciągu kolejnych kilku miesięcy wybrałem dostawcę. Wcześniej analizując czy butla dzierżawiona czy własna. Wybór padł na własną. Nie będzie mi tu nikt smyczy zakładał. A później nastąpił wybór dostawcy inwestycji i rodzaju butli.
Jak szaleć, to z pompą. Zbiornik będzie własny i będzie zakopany w ziemi, co by nie szpecił za bardzo.
W marcu zaczęły się zatem wykopy, które z przygodami trwały do czerwca. Rozryłem całe podwórko, dokopałem się do źródeł, poznałem swoje możliwości, oj ryć to ja potrafię jednak, a nawet poznałem strukturę podziemną ojcowizny. Jest humusu trochę, ale gliny znacznie więcej.
Zbiornik przyjechał w czerwcu i po paru godzinach został zakopany, a na drzwiach stanęło skrzynka. A właściwie miała stanąć, ale przyjechała uszkodzona, zatem trzeba było czekać parę tygodni na wymianę.
Później nastąpiło miłe tankowanie. Szybko litry lecą, złotówki też, choć tu nieopierzony inwestor miał szczęście (1,18zł/l). Do tego jeszcze parę arcymiłych formalności z UDT. Urzędnicy czujnym okiem monitorują, czy jest szczelnie; odpłatnie; w portfelu jest na pewno coraz mniej szczelnie.
Tu takie spostrzeżenie: nie ma praktycznie zadania, które jest skończone w danym planowanym dniu. Kończy ekipa i nadal się okazuje, że trzeba coś poprawić, uzupełnić, dopłacić, doregulować, coś dojedzie. O rzesz ile tego jest! Ale i tak jest mega fun.
Po instalacji udało się zakopać zbiornik. Idzie to sto razy szybciej niż w drugą stroną, i zostaje do tego jeszcze masa ziemi.
W kolejnym kroku projektuję i instaluję kotłownię i zima nam nie groźna.
czyli mój 'Life Project' (już nie pierwszy i może nie ostatni)
piątek, 28 lipca 2017
sobota, 8 lipca 2017
Dach na budynku gospodarczym
Ależ ten dach szybko powstał! Może dlatego, że nie był to projekt, który miał być realizowany w tym planie pięcioletnim, a dopiero w kolejnym?
Rachu ciachu i leżą i łaty i kontrłaty. Załoga dekarska z Porąb Starych (polecam!) porusza się sprawnie od wczesnego rana, nie tracąc minuty na zbędne gatki szmatki, choć w przerwie kawowej miło sobie gawędzimy.
Pierwsze połacie blachy na rąbek stojący dały już nadzieje, że wybór tego poszycia nie był totalną klęską.
Widok od zaplacza, którego prawie nigdy nie oglądam zamienił starą oborę w prawie nowoczesny budynek gospodarczy. Nie razi i nie kłuje w oczy.
I poniżej już gotowy dach z załamaniem, dzięki czemu powstały pierwsze we wsi krużganki, podobno.
Rachu ciachu i leżą i łaty i kontrłaty. Załoga dekarska z Porąb Starych (polecam!) porusza się sprawnie od wczesnego rana, nie tracąc minuty na zbędne gatki szmatki, choć w przerwie kawowej miło sobie gawędzimy.
Pierwsze połacie blachy na rąbek stojący dały już nadzieje, że wybór tego poszycia nie był totalną klęską.
Widok od zaplacza, którego prawie nigdy nie oglądam zamienił starą oborę w prawie nowoczesny budynek gospodarczy. Nie razi i nie kłuje w oczy.
I poniżej już gotowy dach z załamaniem, dzięki czemu powstały pierwsze we wsi krużganki, podobno.
sobota, 1 lipca 2017
Roboty ziemne pod zbiornik i przyłącze wody
Zaczęło się jeszcze w marcu.
Jak tylko mrozy puściły, ziemia odtajała, ruszyliśmy we dwóch, z młodym, pełni zapału do łopat. Że co to nie my? Że nie damy rady? Toż to tylko 12 metrów sześciennych ziemi pod zbiornik, pod przyłącze gazu 18 metrów bieżących, pod przyłącze prądu jakieś 15, a wody do budynku gospodarczego to nawet mniej.
Taaak, w którymś momencie można było mieć wrażenie, że tę całą działkę to po prostu trzeba w całości wywieźć.
Ale początek był radosny. Wykopaliśmy zamiast dwóch metrów, całe pół metra, zalała nas woda, i w ten sposób zawiesiliśmy szpadle z powrotem, odczekaliśmy dwa miesiące, a na końcu zamówiłem minikoparkę.
W międzyczasie wszystko rozmokło, woda wynurzała się bez końca. Udało się utopić dwa tiry, które zostały cudem wyciągnięte dzięki ciągnikowi gigantowi. Każdy chciałby mieć takie coś (właśnie po to by wozić ją).
Sama minikoparka to też wydarzenie bez precedensu. Co miała wykopać, to wykopała. Zniszczenia objęły: gruby kabel pięciożyłowy do przyłącza, przyłącze do kanalizacji. Straty naprawiono. Nie było wyjścia.
A po zakopaniu wszystkich dołków i kanałów, działka wygląda co najmniej jak pustynia błędowska:
Ale męska przygoda była? Była!
Jak tylko mrozy puściły, ziemia odtajała, ruszyliśmy we dwóch, z młodym, pełni zapału do łopat. Że co to nie my? Że nie damy rady? Toż to tylko 12 metrów sześciennych ziemi pod zbiornik, pod przyłącze gazu 18 metrów bieżących, pod przyłącze prądu jakieś 15, a wody do budynku gospodarczego to nawet mniej.
Taaak, w którymś momencie można było mieć wrażenie, że tę całą działkę to po prostu trzeba w całości wywieźć.
Ale początek był radosny. Wykopaliśmy zamiast dwóch metrów, całe pół metra, zalała nas woda, i w ten sposób zawiesiliśmy szpadle z powrotem, odczekaliśmy dwa miesiące, a na końcu zamówiłem minikoparkę.
W międzyczasie wszystko rozmokło, woda wynurzała się bez końca. Udało się utopić dwa tiry, które zostały cudem wyciągnięte dzięki ciągnikowi gigantowi. Każdy chciałby mieć takie coś (właśnie po to by wozić ją).
Sama minikoparka to też wydarzenie bez precedensu. Co miała wykopać, to wykopała. Zniszczenia objęły: gruby kabel pięciożyłowy do przyłącza, przyłącze do kanalizacji. Straty naprawiono. Nie było wyjścia.
A po zakopaniu wszystkich dołków i kanałów, działka wygląda co najmniej jak pustynia błędowska:
Ale męska przygoda była? Była!
sobota, 24 czerwca 2017
Prototyp ogrodzenia
Wraz z kolejnymi etapami krystalizuje się jakaś tam koncepcja. Kieruje mną minimalizm twórczy, który nakazuje ponawiać wybory, które się udały.
I tak na przykład skora dachówka się udała na dachu, tu musi się udać gdzie indziej. Dlatego też z tej samej dachówki są już gotowe parapety zewnętrzne. I jedziemy dalej.
Skoro parapety wyszły super 'cool', to ułożymy dachówkę na ogrodzeniowych słupach. Kto mi zabroni? A poza tym co ja zrobię z całą paletę materiału, czyli dachówki, która się ostała po zrobieniu dachu...
I tak mamy pierwszy prototyp ogrodzenia. Na słupach miałyby widnieć dachówki, a podmurówka byłaby z cegły ręcznie formowanej.
Wariacją tej samej koncepcji jest podmurówka, gdzie dachówka leci po całości. Na dowód tego, że tych dachówek mam jeszcze od metra.
Sama cegła to ręcznie formowana Goya, która już wcześniej znalazła zastosowanie na słupach podtrzymujących dach budynku gospodarczego. Nikt zatem nie powie, że koncepcja nie jest spójna, alboż że materiałów wykończeniowych jest tu naćkanych po horyzont. Innych nie ma. I nie będzie (raczej).
Co więcej ciąg dalszy nastąpi. Cegła sobie czeka na czterech paletach na obmurowanie nią cokołu na elewacji a i na komnatach we wnętrzach się pojawi i tu i tam. Tu nawet prace idą błyskawicznie. Trwa poszukiwanie właściwego koloru do wnętrz:
Będzie szaro. Na zewnątrz ciemnoszaro, a w środku być może trochę jaśniej.
Podmurówka i słupy to nie wszystko. Dalsze trudy poszukiwania inwencji związane są z przęsłami, furtką i bramą. Chwilowo opcją wygrywającą jest budowa ogrodzenia ze sztachet, dość prostych i dość gęstych. Ot, może takich:
Nie... nie takich. Innych. A jakich? Zobaczymy!
Etykiety:
budowa domu,
dachówka Meyer Holsen Piano czarny łupek na ogrodzenie,
ogrodzenie,
Poręby Nowe,
sztachety
Lokalizacja:
Poręby Nowe 58A, 05-307 Poręby Nowe, Polska
sobota, 17 czerwca 2017
Przygotowania dekarskie
Pierwsza inwestycja niezakończona, ba!, co najwyżej jest w połowie, a tu bierzemy się za kolejną. Pozwolenie jest gotowe od pół roku, zatem można działać.
Gmina łaskawie przyjęła wniosek o zdjęcie i utylizację eternitu od obywatela, co ino tu zaledwie pomieszkuje, nie wspominając o płaceniu lokalnie podatków. Ale zobowiązała się i trudno.
Zorganizowane wszystko jest na medal. Zadanie co prawda jest przypadkowe, bo dach zmieniany jest tylko po to, żeby zainstalować nań urządzenia fotowoltaiczne, które z kolei nie uznają eternitu za wystarczająco przyzwoite, aby na nich rezydować. Wyszło to dopiero po wnikliwym czytaniu umowy na fotowoltaikę, małym druczkiem. Ale cóż, trudno. Mogłem przeczytać przed podpisaniem.
Przed zdjęciem eternitu rozpocząłem prace murarskie, czyli budowę komina i słupów, które będą miały za zadanie trzymać wydłużony dach. Słupy wybudowane rzecz jasna z cegły GOYA, ręcznie formowanej, wybieranej pół roku. Chyba sam Goya swoją Maję malował znacznie krócej:
Chyba, że chłop nie mógł się skupić na malowaniu, czemu wcale bym się nie zdziwił. Może jednak nie malował jej tak szybko...
Słupy powstały dzięki Darkowi i jego pracy przy mojej asyście, jako pomocnika murarskiego. Komin stary sam rozebrałem. Demolka idzie mi lepiej niż konstrukcja.
Kolejny etap to zdjęcie eternitu, przy którym inwestor był nieobecny (błąd). Zadanie kontroli zostało powierzone seniorowi, jako że eternit był jego własnością, to niech się wykazuje i angażuje, skoro ma jeszcze ochotę. Chłopaki przyjechali, zdjęli i zostawili palety pełne eternitu na... łące sąsiadki. Senior nie pomyślał. Na szczęście sąsiadka nie załamała rąk i wykazała się wyrozumiałością.
W międzyczasie powstał projekt poszycia, zrobiony własnoręcznie. Tu przypomniałem sobie nawet funkcje trygonometryczne, policzyłem kąty (tanges mnie nie oszukał). Mierzenie zmian na starym dachu okazało się wyzwaniem do pokonania, choć było ryzyko, że się gdzieś omskniemy. Tym bardziej, że blacha to rąbek stojący cięty na zamawiany wymiar jeszcze w fabryce.
Towar został zamówiony, ekipa dekarska też. Nic tylko cierpliwie czekać na swój rąbek, drewno, rynny, i tym podobne detale. W międzyczasie odezwała się radośnie gmina z zaproszeniem na spotkanie z Wójtem, na którym miałem się dowiedzieć, że umowa na fotowoltaikę musi być anulowana, gdyż nasz rząd nie przeznaczył środków na OZE. Nie będę przytaczał epitetów i komentarzy tych (-----) takich i (---------). Zabrakło im, bo kasa idzie na inne cele i obietnice centralnych oszustów. No cóż, będę jeszcze bardziej aktywny na marszach antyfaszystowskich, nie wyjadę z tego kraju przez paru pożal się Boże szowinistycznych populistów i klerykalnego przyklasku. Pan Wójt i gmina nie mają z tym nic wspólnego.
Materiał przyjechał i ekipa pana Marka wzięła się w mig do roboty. Dekarze super, polecam!
Uczciwi, słowni, solidni. Na początek zabrali się za poprawki starej więźby. Popukali, wzmocnili, poprawili, odmłodzili.
A ze szczytu widok jest całkiem przyjemny:
Nowy komin został wymurowany profesjonalnie. Miło popatrzeć, ładniej niż te w domu. Ale w końcu z domu widzę ten na budynku gospodarczym, a nie na odwrót. Zatem jest git!
Budynek jest gotowy do krycie rąbkiem.
Gmina łaskawie przyjęła wniosek o zdjęcie i utylizację eternitu od obywatela, co ino tu zaledwie pomieszkuje, nie wspominając o płaceniu lokalnie podatków. Ale zobowiązała się i trudno.
Zorganizowane wszystko jest na medal. Zadanie co prawda jest przypadkowe, bo dach zmieniany jest tylko po to, żeby zainstalować nań urządzenia fotowoltaiczne, które z kolei nie uznają eternitu za wystarczająco przyzwoite, aby na nich rezydować. Wyszło to dopiero po wnikliwym czytaniu umowy na fotowoltaikę, małym druczkiem. Ale cóż, trudno. Mogłem przeczytać przed podpisaniem.
Przed zdjęciem eternitu rozpocząłem prace murarskie, czyli budowę komina i słupów, które będą miały za zadanie trzymać wydłużony dach. Słupy wybudowane rzecz jasna z cegły GOYA, ręcznie formowanej, wybieranej pół roku. Chyba sam Goya swoją Maję malował znacznie krócej:
Chyba, że chłop nie mógł się skupić na malowaniu, czemu wcale bym się nie zdziwił. Może jednak nie malował jej tak szybko...
Słupy powstały dzięki Darkowi i jego pracy przy mojej asyście, jako pomocnika murarskiego. Komin stary sam rozebrałem. Demolka idzie mi lepiej niż konstrukcja.
Kolejny etap to zdjęcie eternitu, przy którym inwestor był nieobecny (błąd). Zadanie kontroli zostało powierzone seniorowi, jako że eternit był jego własnością, to niech się wykazuje i angażuje, skoro ma jeszcze ochotę. Chłopaki przyjechali, zdjęli i zostawili palety pełne eternitu na... łące sąsiadki. Senior nie pomyślał. Na szczęście sąsiadka nie załamała rąk i wykazała się wyrozumiałością.
W międzyczasie powstał projekt poszycia, zrobiony własnoręcznie. Tu przypomniałem sobie nawet funkcje trygonometryczne, policzyłem kąty (tanges mnie nie oszukał). Mierzenie zmian na starym dachu okazało się wyzwaniem do pokonania, choć było ryzyko, że się gdzieś omskniemy. Tym bardziej, że blacha to rąbek stojący cięty na zamawiany wymiar jeszcze w fabryce.
Towar został zamówiony, ekipa dekarska też. Nic tylko cierpliwie czekać na swój rąbek, drewno, rynny, i tym podobne detale. W międzyczasie odezwała się radośnie gmina z zaproszeniem na spotkanie z Wójtem, na którym miałem się dowiedzieć, że umowa na fotowoltaikę musi być anulowana, gdyż nasz rząd nie przeznaczył środków na OZE. Nie będę przytaczał epitetów i komentarzy tych (-----) takich i (---------). Zabrakło im, bo kasa idzie na inne cele i obietnice centralnych oszustów. No cóż, będę jeszcze bardziej aktywny na marszach antyfaszystowskich, nie wyjadę z tego kraju przez paru pożal się Boże szowinistycznych populistów i klerykalnego przyklasku. Pan Wójt i gmina nie mają z tym nic wspólnego.
Materiał przyjechał i ekipa pana Marka wzięła się w mig do roboty. Dekarze super, polecam!
Uczciwi, słowni, solidni. Na początek zabrali się za poprawki starej więźby. Popukali, wzmocnili, poprawili, odmłodzili.
A ze szczytu widok jest całkiem przyjemny:
Nowy komin został wymurowany profesjonalnie. Miło popatrzeć, ładniej niż te w domu. Ale w końcu z domu widzę ten na budynku gospodarczym, a nie na odwrót. Zatem jest git!
Budynek jest gotowy do krycie rąbkiem.
niedziela, 11 czerwca 2017
Komin z cegły i słupy z cegły
Budujemy słupy pod dach na budynek gospodarczy, w znoju i trudzie. Na początek uczyniono wykopaliska, a jakże - na początek na podwórku galimatias jeszcze większy!
W wykopaliskach znaleziono skarby z epoki wczesnej komuny, podejrzewam 'późnego gomułkę' (małe litery nie są przypadkowe, orzeł to to nie był, ale na ptactwo w kraju nie ma dobrego przepisu, przydałby się myśliwy). Te skarby to stalowa miska, emaliowane na niebiesko garnki i sztućce. Wartość historyczną odkryć musi potwierdzić rzeczoznawca. Może 'gomułka' jest w cenie?
Po wyjęciu skarbów udało się w wykopaliskach osadzić misternie utkaną konstrukcję z prętów prawie metr pod ziemią o powierzchni jednego metra kwadratowego, a która wystaje na ponad dwa metry nad ziemią w postaci słupa.
W międzyczasie podczas noszenie cegieł, z racji głupawki, ułożyły się cegły jako prototyp dla przyszłej podmurówki tarasu. Prototyp przyjęty bez większego entuzjazmu.
Pierwsze wymurowane cegły. Znów się mury pną do góry!
W międzyczasie Pan Tanges pomaga policzyć wysokość dla słupów, tak aby uzyskać właściwy kąt dla załamanego dachu.
Liczenia było ze dwa dni. Matematyka niby prosta, ale w praktyce przy budowie błąd karany jest inaczej niż dwóją w zeszycie. I nawet jak powstały to pewności nie było. Na oko wysokość jest spoko.
Natomiast w kwestii artystycznej GOYA zdała egzamin na piątkę z plusem.
Słupy są! I w międzyczasie komin też powstał. A jaki dziadek zadowolony, że mu odbudowałem to, co zniszczyłem. I nawet ładniej niż przed rozbiórką.
Budynek jest zatem gotowy do zmiany swojego poszycia, zrzucenia modnego za Gierka eternitu, a nałożenia nowej formy w postaci blachy na rąbek stojący.
W wykopaliskach znaleziono skarby z epoki wczesnej komuny, podejrzewam 'późnego gomułkę' (małe litery nie są przypadkowe, orzeł to to nie był, ale na ptactwo w kraju nie ma dobrego przepisu, przydałby się myśliwy). Te skarby to stalowa miska, emaliowane na niebiesko garnki i sztućce. Wartość historyczną odkryć musi potwierdzić rzeczoznawca. Może 'gomułka' jest w cenie?
Po wyjęciu skarbów udało się w wykopaliskach osadzić misternie utkaną konstrukcję z prętów prawie metr pod ziemią o powierzchni jednego metra kwadratowego, a która wystaje na ponad dwa metry nad ziemią w postaci słupa.
W międzyczasie podczas noszenie cegieł, z racji głupawki, ułożyły się cegły jako prototyp dla przyszłej podmurówki tarasu. Prototyp przyjęty bez większego entuzjazmu.
Pierwsze wymurowane cegły. Znów się mury pną do góry!
W międzyczasie Pan Tanges pomaga policzyć wysokość dla słupów, tak aby uzyskać właściwy kąt dla załamanego dachu.
Liczenia było ze dwa dni. Matematyka niby prosta, ale w praktyce przy budowie błąd karany jest inaczej niż dwóją w zeszycie. I nawet jak powstały to pewności nie było. Na oko wysokość jest spoko.
Natomiast w kwestii artystycznej GOYA zdała egzamin na piątkę z plusem.
Słupy są! I w międzyczasie komin też powstał. A jaki dziadek zadowolony, że mu odbudowałem to, co zniszczyłem. I nawet ładniej niż przed rozbiórką.
Budynek jest zatem gotowy do zmiany swojego poszycia, zrzucenia modnego za Gierka eternitu, a nałożenia nowej formy w postaci blachy na rąbek stojący.
Etykiety:
budowa domu,
budowa komina,
komin z cegły klinkierowej,
Poręby Nowe,
słupy do dachu,
słupy na budynek gospodarczy
Lokalizacja:
Poręby Nowe 58A, 05-307 Poręby Nowe, Polska
środa, 7 czerwca 2017
Zdjęcie folii z okien i nowe widoki
Okna wstawione na koniec lutego, po zrobieniu tynków i elewacji, zostały uroczyście odsłonięte, a dokładnie pozbawione folii. I jak widać zastała nas wiosna. Zielono, że ho ho.
Najpierw zdjęcia potem mycie po pracach elewacyjnych. I w ten sposób widać (na górze) to co widać, z kuchni na południe. Kiedyś winogron zyska bardziej zacną pergolę. Ale to kiedyś.
A poniżej zerkamy na zachód z salony na wierzbę i na magnolię, zwaną 'yellow river'.
Widok z drugiego okna z pokoju na parterze:
Przed uprzątnięciem wjazd na ogrody przyzamkowe widziane ze schodów, czyli na stronę północą:
Na podwórku jeszcze bałagan i siwy dom. Zmieni się, nieprędko, ale zmieni się.
I widok na południowe zbocza zamkowe:
A poniżej rozpościera się ściana zachodnia:
Najpierw zdjęcia potem mycie po pracach elewacyjnych. I w ten sposób widać (na górze) to co widać, z kuchni na południe. Kiedyś winogron zyska bardziej zacną pergolę. Ale to kiedyś.
A poniżej zerkamy na zachód z salony na wierzbę i na magnolię, zwaną 'yellow river'.
Widok z drugiego okna z pokoju na parterze:
Przed uprzątnięciem wjazd na ogrody przyzamkowe widziane ze schodów, czyli na stronę północą:
Na podwórku jeszcze bałagan i siwy dom. Zmieni się, nieprędko, ale zmieni się.
I widok na południowe zbocza zamkowe:
A poniżej rozpościera się ściana zachodnia:
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































