Budujemy słupy pod dach na budynek gospodarczy, w znoju i trudzie. Na początek uczyniono wykopaliska, a jakże - na początek na podwórku galimatias jeszcze większy!
W wykopaliskach znaleziono skarby z epoki wczesnej komuny, podejrzewam 'późnego gomułkę' (małe litery nie są przypadkowe, orzeł to to nie był, ale na ptactwo w kraju nie ma dobrego przepisu, przydałby się myśliwy). Te skarby to stalowa miska, emaliowane na niebiesko garnki i sztućce. Wartość historyczną odkryć musi potwierdzić rzeczoznawca. Może 'gomułka' jest w cenie?
Po wyjęciu skarbów udało się w wykopaliskach osadzić misternie utkaną konstrukcję z prętów prawie metr pod ziemią o powierzchni jednego metra kwadratowego, a która wystaje na ponad dwa metry nad ziemią w postaci słupa.
W międzyczasie podczas noszenie cegieł, z racji głupawki, ułożyły się cegły jako prototyp dla przyszłej podmurówki tarasu. Prototyp przyjęty bez większego entuzjazmu.
Pierwsze wymurowane cegły. Znów się mury pną do góry!
W międzyczasie Pan Tanges pomaga policzyć wysokość dla słupów, tak aby uzyskać właściwy kąt dla załamanego dachu.
Liczenia było ze dwa dni. Matematyka niby prosta, ale w praktyce przy budowie błąd karany jest inaczej niż dwóją w zeszycie. I nawet jak powstały to pewności nie było. Na oko wysokość jest spoko.
Natomiast w kwestii artystycznej GOYA zdała egzamin na piątkę z plusem.
Słupy są! I w międzyczasie komin też powstał. A jaki dziadek zadowolony, że mu odbudowałem to, co zniszczyłem. I nawet ładniej niż przed rozbiórką.
Budynek jest zatem gotowy do zmiany swojego poszycia, zrzucenia modnego za Gierka eternitu, a nałożenia nowej formy w postaci blachy na rąbek stojący.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz