czwartek, 24 marca 2016

Domek na wsi czy domek w górach

Chwila relaksu w górach z dziewczynami miała zapewnić, że na parę dni uda się zapomnieć o sprawach bieżących i oderwać od codzienności.
Jednak już sama podróż pokazała, że będzie trudno. Jazda samochodem przez parę województw okazała się szansą na poszukiwanie nowych pomysłów i inspiracji. Inaczej mówiąc, zamiast jezdni widziałem głównie dachy i elewacje. Czy to normalne czy jednak już zboczenie?

Na szczęście na stoku nastąpiło oderwanie od poszyć dachowych (budka z kasą miała dach zupełnie nie wart dłuższej kontemplacji). Choć już na drugi dzień pojawiły się poranne i wieczorne spacery, które umożliwiły zbliżyć się do architektury góralskiej. Ciekawa dość, urozmaicona rzekłbym. Absorbuje wiele kolorów, pomysłów, wszystkiego. Jednym słowem, polski chaos, jak wszędzie. Przykre.

Jednego można góralom niewątpliwie pozazdrościć: mianowicie widoków. Z naszego okna rozpościerał się taki oto widok na Tatry:
Śliczna panorama tatrzańska na śniadanie. Nawet nie trzeba było wychodzić z pokoju, aby oko mogło odpocząć od miejskich korków na ulicy, a ucho od kakofonii komunikacyjnej. Mimo, że śniegu było coraz mniej, to zimowej urody górom to bynajmniej nie odejmowało.

Ale w nocy przyszedł opad śniegu, nie znany w Warszawie przynajmniej od wielu lat, wywołując wśród turystów jednocześnie radość (bo warunki na białe narciarskie szaleństwo cudne) i panikę (bo trzeba będzie jakoś dotrzeć na stoki). 

Niewątpliwie dzięki świeżemu śniegowi zrobiło się uroczo i powstała myśl:
czy może zamiast remontować domek na wsi nie byłoby lepiej zbudować domek w górach? 
... z dala od cywilizacji, gdzieś w środku gór, pod parkiem narodowym...

Myśl kiełkowa i się zagnieżdżała coraz głębiej. Jak to byłoby pięknie uciec od miasta tak daleko na stałe, móc co dzień chodzić po górach, skakać wzdłuż górskich potoków, po pasterskich halach, wspinając się po graniach... zagryzając pachnącym oscypkiem, i do późnej jesieni zbierając jagody wysoko na zboczach stoków...

I tak zaduma by trwała i dalej się umacniała na niwie poszukiwania celu życiowego, gdyby nie powolne odkrycie uczynione podczas porannego spaceru pod cudownym, niezachmurzonym błękitem, w cieple lutowych słonecznych promieni. To odkrycie to zbiorowa ruchliwość miejscowej ludności, która wyszła z ciepłych domów i zaczęło się aktywizować, spokojnie, nie nerwowo, acz metodycznie. Bez względu na wiek czy płeć: od kilkunastoletnich młodzieńców po wiekowe gaździny. Wszyscy wyposażeni w akwizyty w postaci wielorakiego rodzaju sprzęt poczęli odśnieżać swoje dojazdy i dojścia do lokalnej uliczki, po której powinna grasować już odśnieżarka. No i proszę. W zdrowym ciele zdrowy duch. I to na jaką skalę! Każdy rano może (natura trochę zmusza do tego) uprawiać sport. Góralski sport narodowy: odśnieżanie.

Ale po chwili przyszło olśnienie. Oni wcale a wcale nie muszą być z tego powodu szczęśliwi wymachując tymi łopatami codziennie prawie przez pół roku. Prawdziwa historia o tych mieszczuchach, co już popełnili taki błąd jest tutaj. Ceper, który zamiast zostać w mieście lub osiąść pod nim na wsi, postanowił kupić domek w górach:

Wyzwolenie z myśli o budowie w górach nastąpiło w oka mgnieniu. Kilka dni w górach i wystarczy. Lepiej wracać na równinę mazowiecką. 

A w góry wystarczy pojechać raz na jakiś czas na parę dni. W końcu nie trzeba od razu sadzić całego lasu, aby mieć trochę drewna!

Tak przy okazji w górach parę ładnych, wyróżniających się projektów też było, choć może nie zawsze miały charakter góralski, ot choćby i coś takiego:

A jaki styl pojawi się w Porębach Nowych? Raczej nie będzie to góralska chata...

wtorek, 15 marca 2016

Wniosek WZ

Wniosek WZ to wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy (WZ).
Wniosek udało się złożyć 15 lutego. Najważniejszym elementem wniosku była deklaracja dotycząca warunków technicznych. Trzeba było powziąć męską decyzję i się określić. I wyszło tak:
- specyfikacja dachu: dwuspadowy o nachyleniu do 40 stopni;
- szerokość frontu domu: długość elewacji frontowej do 12m;
- wysokość kalenic: wysokość do 9m;
- powierzchnia zabudowy domu: do 110m kwadratowych.

Kolejne zadanie miało wymiar plastyczny, gdzie na mapie działki w skali 1:1000 trzeba było popisać się takowym rysunkiem, który urzędnikowi jednoznacznie wskaże naszą działkę i przedstawi granice oddziaływania inwestycji na środowisko, co wyszło w przybliżeniu jak widać:


Warunki zabudowy gmina powinna wydać w ciągu 30 dni, czyli... już 15 marca, ale zgodnie z dobrą tradycją budowlaną przewidywane jest co najmniej dwutygodniowe opóźnienie.

Wydawałoby się, że przy przebudowie procedura powinna być automatyczna, tym bardziej że nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, do którego trzeba się dostosowywać. Praktycznie zmieni się jedynie dach. Ale jednak będzie to trwać i trwać. A jak ktoś zechce potem poszyć dach kolorem przejrzałej cytryny lub młodego różu, to i tak to zrobi! Albo kto komu zabroni na Mazowszu skonstruować śliczny spadzisty góralski dach. Pstrokato i różnorako. Ni ładu, ni składu. 

Myślałem, że chcę zmienić jedynie dach, a tu okazuje się, że wydawałoby się prosty remont uruchamia łańcuch urzędników zamieszanych w analizę mojego remontu. Oprócz urzędnika w gminie ds. inwestycji, będzie specjalista ds. urbanistyki, a potem cały zespół ZUD i nie wiem kto jeszcze. Pozostaje mi wierzyć i ufać, że ciężka praca urzędników za nasze pieniądze płynące z podatków zaowocuje, a jej efekty będą przytłaczać swoim profesjonalizmem, jakością i szczegółowością. Skoro nie jest szybko, to na pewno musi być dobrze.

Nic to. Cierpliwie poczekam. W końcu się nie pali.

piątek, 4 marca 2016

Geodeta i mapa do celów projektowych


Jest mapa!!!
Bowiem do projektu potrzebna jest mapa, między wieloma innymi rzeczami, rzecz jasna.
Nosi ona dumnie takową nazwę: mapa sytuacyjno - wysokościowa do celów projektowych i powinna być sporządzana w skali 1:500.

Zgodnie z prawem mapa ważna jest bezterminowo, a dokładnie tak długo, jak nie zajdą zmiany na danej działce. A praktyka podobno mówi co innego: starostwo akceptując projekt może sobie zażyczyć mapy nie starszej niż dwa lata, rok, trzy miesiące, o czym niestety decyduje urzędnik. Ciekawe jak to potraktuje starostwo mińskie? Zobaczymy...

Mi się trafił sympatyczny geodeta, przyjechał od razu na drugi dzień. A dzień był piękny słoneczny, bezchmurne niebo. Mały mrozek. Dookoła cisza, spokój, pięknie jak... na wsi. Przyjemnie było się przejść moją wiejską drogą i popatrzeć na zaśnieżone łąki i lasy. Tyle że nie ma się gdzie jeszcze rozgrzać po spacerze, bo w domku jest tak samo zimno jak na zewnątrz. Ale już za rok, góra dwa będzie inaczej!

Geodeta pomierzył co trzeba w try miga, i obiecał mapkę w dwa tygodnie. Potrwało to faktycznie trzy. Ale nic nie szkodzi. Jest!

Mapkę oceniła swoim fachowym okiem Pani architekt stwierdzając przy tym, że nic jej nie brakuje. Pierwsze koty za płoty :) 

wtorek, 1 marca 2016

Budowa domu - krok po kroku

Wydawałoby się dla niewtajemniczonego, że budowa domu to koncepcja architektoniczna, wybór ekipy, dachówki, okien i skończone. Życie na szczęście jest bardzo urozmaicone i pełne niespodzianek. Niewtajemniczony (autor) też tak myślał, umacniając się w przekonaniu, że to przecież jedynie remont, no może poważny remont. Zatem co tam! Raz dwa, bez żadnych urzędniczych formalności w trzy miesiące będzie po robocie.
Dodatkowej argumentacji dostarczył wymiar ustawodawczy, który to w czerwcu 2015 roku dokonał nowelizacji prawa budowlanego, zgodnie z którym była nadzieja, że wszystko szybko załatwi tzw. 'zgłoszenie' zamiast kłopotliwego, kosztownego i długotrwałego 'pozwolenie na budowę'. Stąd od razu powstało założenie, że cała wymiana dachu (z prawie niewidocznymi zmianami konstrukcyjnymi)  zostanie zrealizowana w ramach rzeczonego 'zgłoszenia'. I może by się dało, ale nie wchodząc w szczegóły, jednak się nie dało, zatem idziemy w pełni legalnie, z każdym niezbędnym dokumentem i pieczątką.

Jak wygląda teoria budowy krok po kroku, zaznaczając, że jest to jednak poważna przebudowa a nie budowa od początku? Czyli są to moje etapy:

  • Etap I - Pozwolenie na budowę
  • Etap II - Stan surowy otwarty
  • Etap III - Stan surowy zamknięty
  • Etap IV - Wykończenie wnętrz


Etap I - Pozwolenie na budowę
Etap można podzielić na wiele podetapów:
  1. Wybór działki, terenu
  2. Koncepcja projektu domu
  3. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy
  4. Wykonawca i nadzór budowalny
  5. Projekt architektoniczno - budowlany
  6. Pozwolenie na budowę
  7. Inne sprawy, o których już wcześniej warto myśleć

Ad. 1, czyli wybór działki.
W moim przypadku problem odpada. Działka jest i ma się dobrze na swoim 1,5 ha. W końcu stoi na niej jeszcze dom staruszek. Choć niemal vis'a'vis, po drugiej stronie drogi jest druga działka o powierzchni niemal 1 ha.
Stąd czysto teoretycznie można przytoczyć aspekty, które czasem bardziej, a czasem mniej, mogą być istotne dla wyboru:
Lokalizacja działki  
Rzecz względna i dla każdego co innego jest ważne, zatem pomijam, bo u mnie już jest: Poręby Nowe.
Widoki i najbliższe sąsiedztwo
Jest to absolutny priorytet przy wyborze. Nic gorszego jak mieszkać na wsi, pomiędzy sąsiadami z każdej strony, szczekającymi psami, smrodem ze spalonych tworzyw w kominie niewiadomego źródła, z widokiem na 'śliczny' betonowy mur sąsiada itd.... Wymieniać można by bez końca. W ten sposób mamy tylko zagregowane wady mieszkania w mieście i na wsi, które nie pozwolą się cieszyć wsią szczęśliwą, wsią spokojną. To już zdecydowanie lepiej ostać się w mieście.
Widoki to rzecz pierwszorzędna. Muszą być ładne, jakiekolwiek, byle ładne i najlepiej otwarte na przestrzeń i zieleń. Na przykład takie:

Komunikacja i media
Wiadomo, że jakoś trzeba dojechać do sklepu, pracy, a na wsi to już pewnie obowiązkowo do króla elity lokalnej, tj. księdza plebana, chociaż raz na miesiąc (pozostałe niedziele można stać za filarem). Choć i tu chyba nastąpiły spore zmiany od czasów spostrzeżeń mistrza Mikołaja Reja o panu, wójcie i plebanie.
Ale media jakieś muszą być: wodociąg i prąd to minimum. Zapytajmy jeszcze o plany rozwoju dotyczące kanalizacji i sieci gazu ziemnego. W końcu człowiek XXI wieku, a co gorsza szczur miejski, lubi być wygodny.
Jeszcze jest wątek dostępu do dróg tzw. publicznych i pomysł na dostęp cały rok, chyba że ktoś lubi zimą sport w postaci codziennej zaprawy z łopatą do odśnieżania (vide: sławny przypadek mieszczucha w domku w Karkonoszach).
Strategia rozwoju gminy 
Warto się dowiedzieć wcześniej, czy przez środek naszej działki nie przebiegnie już wkrótce piękna autostrada, albo gminna obwodnica, czy też inny ściek. Choć zawsze wtedy pochwalić się można, że rano wyjeżdżam z bramy i już jestem na autostradzie do fabryki :( przykre i bolesne może być życie.
Minimalna wielkość działki
Choć akurat na mojej działce jest około 1,5ha, to zawsze jest to istotne. Stąd pamiętamy, że minimalna odległość domu do granicy działki to 4m, ale jeśli działka spełnia takie parametry ledwo ledwo, to lepiej od razu poszukać czegoś szerszego. W przeciwnym razie zdecydowanie będziemy się dusić, a na wsi to byłaby paranoja.
Strony świata
Rzecz znowu bardzo względna, czyli kto co lubi. Podobno lepiej mieć wjazd od strony północnej, aby zwrócić się drzwiami i garażem na północ. Pewnie jednak indywidualne preferencje mogą być różne, a sama koncepcja domu też może wiele zmienić. Temat do uznania.
Rodzaj gleby
Problem istotny, jeśli mamy na uwadze budowę piwnicy, albo garażu a może basenu podziemnego :)
Będzie to też istotne dla wykopów pod fundament, choć tu z obecną technologią raczej sobie poradzimy (w końcu metro nie tylko pod Wisła sunie), chyba że mamy szczęście trafić na stary cmentarz, złomowisko, wysypisko lub prawie naziemne złoża ropy lub innych darów ziemi.
Na pewno będzie to ważne przy budowie szamba czy instalacji podziemnej butli na gaz ciekły.
I jeszcze zieleń. Według mnie im więcej, tym lepiej, byleby się jakoś zmieścić ze swoim domkiem. Wycinanie drzew jest drogie, a przede wszystkim głupie. One tu były przed nami i to można by uszanować i się do tego dostosować. Szczególny urok mają drzewa liściaste: klony, dęby, lipy. Nie bójmy się liści. Eksperci mówią, że ekologiczniej jest ich nie grabić. A czyż nie przyjemnie jest poszurać sobie jesienią wśród liści...

Ad. 2, czyli koncepcja budowy domu
Wcale nie budowa, tylko własne poszukiwania koncepcji na dom, to może być najdłuższy krok realizacji budowy domu. Od stylu po kolor komina. Może nam wyjdzie taka stylowa wiejska kurna chata:
... poddasze pełne siana może mieć uroki i być podłożem niezapomnianych przygód :)

A może coś innego... Warto przejrzeć pomysły na jednorodzinną architekturę na tzw. zachodzie, gdzie jednak projektanci wydają się być bardziej twórczy, a może inwestorzy odważni i otwarci... Piękne i czasem szokujące, pod względem komponowania, są połączenia starych domów z nowoczesnymi pomysłami. A na przykład tak:

lub tak:



... a jeśli mamy zwierzyniec, to przez okna można się podelektować spokojem naszej trzódki:


Odważę się postawić hipotezę, że jednak to Francuzi byli tu w powojennej architekturze pionierami, a na przykład budując Centrum Pompidou: 
czy też otwierając nowe wejście do Muzeum Louvre w postaci piramidy:

Sami siebie zaszokowali na kilkanaście lat deliberując czy jest to jeszcze jakikolwiek smak czy goła profanacja. Dziś wątpliwości już zgoła prawie nie ma.

Ad. 3, czyli warunki zabudowy
Jeśli gmina (tak jak jest to w Dobrem) nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, to występujemy z wnioskiem o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Przyjemność jest darmowa, a decyzja zgodnie z przepisami powinna być podjęta standardowo w 30 dni.
No i uwaga. Tu już trzeba mieć koncepcję lub wybrany projektu, bo we wniosku między innymi określamy:
- wysokość kalenic
- szerokość frontu domu
- powierzchnię zabudowy domu
- specyfikację dachu (np. dwuspadowy z danych pochyleniem)
Do wniosku musimy mieć mapę z ewidencji gruntów, może być w skali 1:1000 a czasem nawet 1:2000, wystarczy z klauzulą 'bez sprawdzania w terenie'. Na kopii należy narysować obszar oddziaływania inwestycji na środowisko, czyli w praktyce trzeba pojechać kolorowym flamastrem po przyszłym naszym płocie.

Wymagane też może być potwierdzenie (umowa lub ostania faktura) o dostępie do wody, prądu. O wszystkim powie urzędnik gminny. Pani w gminie Dobre odpowiedzialna za architekturę jest przesympatyczna i wykazuje się dużą dozą cierpliwości tłumacząc to, co trzeba przygotować, i dalszą procedurę obsługi wniosku przez gminę.

Później do wniosku o pozwolenie na budowę, będzie potrzebne jeszcze oświadczenie, że działka ma dostęp komunikacyjny do drogi publicznej.

Najpóźniej na tym etapie umawiamy się z geodetą, aby wykonał mapę sytuacyjno - wysokościową do celów projektowych. Przyjemność tego spotkania nie jest już darmowa i kosztuje ok 600-700zł.
Wizyta geodety na miejscu to kilkadziesiąt minut. A realny czas oczekiwania na mapę to trzy tygodni.
Mapa jest zazwyczaj w skali 1:500. Mapa jest ważna bezterminowo, a dokładnie tak długo, aż w terenie nie zajdą zmiany. Zatem jeśli ktoś w powiecie zażąda odświeżenia mapy, bo nasza ma 'już ponad rok', to możemy mu powiedzieć, żeby się zapoznał z Ustawą o Prawie Geodezyjnym i Kartograficznym z 1989 roku z dalszymi Rozporządzeniami. W Mińsku Mazowieckim szczęśliwie wiek mapy nie determinuje jej ważności.

Ad. 4, czyli wykonawca i nadzór budowlany
Wykonawcę można znaleźć w dwa dni. Nie ma problemu złożyć zapytanie ofertowe na platformie typu oferteo.pl lub kb.pl, czy też rzucić zapytanie na forum na przykład muratora.
Ale jeśli chcemy mieć kogoś z polecenia, to nie czekając na pozwolenie, najlepiej zarezerwować zaufanych wykonawców pół roku wcześniej.
Jak ktoś chce zaoszczędzić na finansach, a zapłacić zdrowiem to szuka fachowców oddzielnie do każdej pracy. Później może się okazać, że oszczędności były prowizoryczne, i każda kolejna ekipa będzie znajdywała błędy poprzednich, powodując, że ani kasy ani zdrowia nie ma.
Zatem lepiej, i być może okazać się na końcu wcale nie drożej, będzie przekazać odpowiedzialność jednemu wykonawcy. Ja takiego sprawdzonego mam: od fundamentów, przez dachy, hydraulikę aż po kraniki i co tylko nam trzeba. Polecam!

Ad. 5, czyli projekt architektoniczno - budowlany
Jak już mamy wybrany projekt, to szukamy architekta do zrobienia adaptacji. Albo jak u mnie, kontynuuję współpracę z architektem, który zrobił koncepcję tak, aby przygotował pełen projekt architektoniczno - budowlany z opisami, rysunkami, częścią dokumentacji konstruktora. Do tego w niektórych powiatach dochodzi wymóg urzędu (niestety jest to interpretacja własna urzędnika) w postaci projektu instalacji elektrycznej i wodno - kanalizacyjnej.
O ile koncepcja może trwać albo dwa tygodnie, albo dwa lata, to sam projekt trwa zazwyczaj około sześciu - dziesięciu tygodni.
A koszty? Oj, tu jest rozstaw szeroki. Najtańszy będzie gotowiec z adaptacją. Bo to koszt w granicach czterech tysięcy. 
Jak robimy od zera będzie więcej. W skrajnych przypadkach w drogim studio architektonicznym nawet do 10% wartości inwestycji. 
Ja wybrałem panią, która wykazała się zapałem i własnymi pomysłami. Cena była drugorzędna. Ale poprzedni architekt, który zrobił tylko inwentaryzację (pan) okazał się na etapie koncepcji niewypałem. Generalnie wychodził z założenia, że można w sumie narysować wszystko, ale dokładnie co to już sam musiałem wymyślić. No i się pożegnaliśmy. A właściwie, szczęśliwie dla mnie, przestał odbierać telefony...
I tu z doświadczenia okazuję się feministą. Polecam do koncepcji zdecydowanie panie, a panowie pewnie lepiej obsłużą część konstrukcyjną. Może to stereotyp, ale tak to u mnie wygląda.

Ad. 6, czyli pozwolenie na budowę
Wydaje się dużą wygodą poprosić architekta, aby później reprezentował nas w urzędzie powiatowym i dopilnował, że złożony wniosek z projektem jest kompletny i nie wymaga kolejnych oświadczeń. To może kosztować trochę więcej, ale warto!
A na same pozwolenie standardowo czeka się do 65 dni.

Ad. 7, czyli inne sprawy, o których warto pomyśleć wcześniej
Zapewne jest ich dziesiątki, ale według mnie na tym etapie warto się skupić mniej na kolorach, kranikach i glazurach a na grubych fundamentalnych kwestiach:
- rodzaj dachu: chodzi o wagę ze względu na wymaganą konstrukcję oraz wymagane minimalne spadki dla danego poszycia;
- źródła ogrzewania: ze względu na wymaganą powierzchnię w domu, wygodę, możliwości instalacji zbiorników lub podpięcia mediów, a trochę i koszty i możliwości dofinansowania z gminy; to bardzo długi i czasochłonny temat
- alternatywne źródła ogrzewania i prądu: system fotowoltaiki i kolektory słoneczne, ponieważ może nam to wpływać na konstrukcję domu, dachu, wymagania dla działki, usytuowanie działki;
- własna kanalizacja, czyli szambo tradycyjne vs biodegradowalne, bo na to są też przepisy, które mogą nam potem utrudnić wpasowanie pewnych rozwiązań obok domu;
- rekuperacja: jeśli nie chcemy tradycyjnych rozwiązań, to wybór rekuperatora powinien być rozważony dość wcześnie, aby móc to pogodzić na przykład z naszym kominem.
- i pewnie jeszcze parę innych,grubych rzeczy :)


Etap II - Stan surowy otwarty
Pojęcie mam o tym średnie, bo zebrane w wywiadach i w sieci, zatem zweryfikuję to post factum

Co zapewne się tu zdarzy:
  1. Przygotowanie działki do budowy
  2. Budowa fundamentów i ścian konstrukcyjnych
  3. Stropy i schody żelbetonowe, ewentualny wykusz i balkon
  4. Komin i szyby wentylacyjne
  5. Więźba i pokrycie dachu papą
  6. Inne niespodzianki, a na pewno termoizolacja
Ile z tego powstanie jeszcze jesienią 2016, jeśli cokolwiek, to czas pokaże.

Etap III - Stan surowy zamknięty
O czym już myślimy:
  1. Poszycie dachu: blachodachówka lub dachówka ceramiczna
  2. Dodatki do dachu: rynny, okna dachowe, wyłazy
  3. Elewacja domu
  4. Może jakiś rekuperator
  5. Ewentualnie fotowoltaika i/lub kolektory słoneczne 
  6. Stolarka zewnętrzna, czyli okna i drzwi zewnętrzne
  7. Inne sprawy, o których jeszcze nie myślimy

Etap IV - Wykończenie wnętrz
O czym nawet jeszcze nie za bardzo myślimy:
  1. Ściany wewnętrzne, tynkowanie, gipsowanie
  2. Hydraulika: instalacja grzejników, ogrzewania podłogowego
  3. Hydraulika: kotłownia C.O. oraz projekt i instalacja zbiornika na gaz
  4. Elektryka: instalacja 
  5. Parapety
  6. Pozostałe prace wykończeniowe:
    1. podłogi
    2. łazienki: terakota, gres, odpływy, armatura
    3. kominek
    4. kuchnia: meble i agd
    5. drzwi wewnętrzne
  7. i na koniec dobre audio !!!, żeby zawarcało, zarycało* i zagrało na parapetówie :)
* to cytat z polskich gór: na starym samochodzie po tuningu wyryto napis: warcy, rycy, ciesy :)

środa, 17 lutego 2016

Eternit... i co dalej? Czyli co domek ma w środku: od azbestu po luksusy

Rok temu dziadek postraszył, że kupuje 'ładną' i bardzo tanią wiśniową blachę i ma już taniego dekarza i że załatwi to latem. Strach przed koncepcją kolorowej blachy zmobilizował do działania.
Zlecenie zakupu 'wiśniówki' zostało zablokowane.... Choć po drugiej stronie bystre oko zauważyłoby dwa zwalczające się żywioły: z jednej strony ładna blacha, a z drugiej nadzieja, że jednak syn to zrobi sam. Zaliczka została jednak wycofana, tani dekarz niestety też stracił nadzieję na dodatkową robótkę. A eternit się ostał i nadal świeci swoją niewątpliwą urodą a'la 'wczesny gierek', czyli cud i technologia prosto z czarodziejskich i romantycznych lat siedemdziesiątych.

I zaczęło się myślenie: jaki dach będzie ładny, jaki będzie możliwy do wykonania do konstrukcji domu zbudowanego w 1968 roku?

Inne pytanie jest jeszcze trudniejsze i krótsze. Po co? Ale to inny temat, a może te zapiski (słowo 'blog' jeszcze łatwo nie przechodzi mi przez klawiaturę) to same rozwiążą?

Dom ma już 48 lat i lata świetności dawno minęły, choć tu są zmienne opinie: niektórzy twierdzą, że nigdy nie nastąpiły (babcia), a niektórzy, że nadal da się tam mieszkać (dziadek).

A co wiejski domek we wsi Poręby Nowe, w gminie Dobre w powiecie mińskim, sobą reprezentuje? 

No cóż... na dachu mamy eternit, czyli azbest i podobno dopóty, dopóki go się nie rusza, to straszny nie jest. I oby. Bo im dalej od Warszawy, tym tych dachów jest więcej. Program darmowej utylizacji jakoś bardzo tego nie zmienia, bo do nowego dachu i tak nikt nie dopłaci. Utylizacja to koszt około dwóch tysięcy złotych, a nowy dach nawet dla małego domu to przynajmniej trzy razy tyle i to pod warunkiem, że nic się nie zmienia, a właściciel stanie się jeszcze sam sobie dekarzem.
Z drugiej strony duch ekologii i dbania o zdrowie jest u nas kapkę mniej popularny niż u zachodnich i sąsiadów, co też nie jest dodatkowym bodźcem do zmian.

Jak jest dach, to jest i strop. A w nim sześć żelaznych belek, ułożonych w poprzek domu oraz sześciocentymetrowa cegła dziurawka z warstwą betonu na wierzchu. Wszystkie szczegóły techniczne ma w jednym palcu oczywiście główny inżynier i budowniczy starego domu, czyli dziadek. Szyny solidnie wspierają konstrukcję stropu i będą ciekawym wyzwaniem dla budowy schodów, tak aby się przez nie skutecznie przebić, nie zawalając stropu.

Dom ma okna. I to tyle dobrego w tym temacie. Żeby więcej coś dopisać: dom ma okna do wymiany. Okna są stare (to tak jakby w tym domu powiedzieć 'głośna burza'), drewniane, z ciekawie opadającą farbą. Mają fikuśne haczyki (nowość za 'gierka'), dzięki którym po otwarciu przy wietrze szyba często, choć nie zawsze, pozostawała w ramach. Jeszcze parę takich odkryć i melancholia zdefiniuje styl domu: boski, nowoczesny gierek. Brrrr... Może i komunistów tamta epoka miała wspaniałych (choć wyrażenie 'wspaniały komunista' to jednak błąd co najmniej stylistyczny), ale dobrych architektów i projektantów skutecznie się pozbyła.

Natomiast okna mają wspaniałą moskitierę, ręcznie zrobioną na wymiar przez dziadka. Dzieło sztuki na miarę Porąb, spod złotej rączki jakim jest dziadek. Trzeba przyznać, że jak już coś zrobi, to jakościowo jest to mistrzowska szkoła, nie do przebicia, nie do zdarcia. Mucha nie siada, komar nie bzyka. Mój niedościgniony wzór. 

No i jeszcze kwestia ocieplenia, ale to krótki temat. Brak. 
A właściwie jest gorzej. Murarz, czego nasz kochany dziadek nie dopilnował, i nie dał ku swojemu zmartwieniu zapobiec, po postawieniu murów z dużej cegły dziurawki - kratówki oraz warstwy suporeksu, postanowił przestrzeń pomiędzy nimi zalać betonem, nie przejmując się za specjalnie problematyką izolacji termicznej.

Jest jeszcze ogrzewanie, a właściwie też jego brak, przynajmniej z punktu widzenia mieszczucha. No bo owszem, niby jest piec kaflowy na chleb i serniki (praktycznie nie używany w tym wieku, poza sporadycznymi przepaleniami wiosną i jesienią), ale jednak deko kłopotliwy. Temat co z tym robić, to kolejna odsłona zmartwień, problemów, i pomysłów.

Dom służy obecnie właściwie jedynie jako 'letniak' przez maksymalnie pół roku z prostych względów. W środku jest zimno jak na Kamczatce. Nigdy nie byłem. Ale zimno jest piekielnie. Żeby się ogrzać należy: albo włączyć lodówkę, albo wyjść na dwór.
No i do tego wystrój mało przytulny sprzyja raczej temu, aby z domu uciekać na zewnątrz. Coś ten 'gierek' mnie nie może do siebie przekonać... Chyba poszukamy innego stylu.

Luksusy
Są. Z punktu widzenia Gomółki, nawet niepotrzebne, i do tego świadczące o burżuazyjnych zapędach lokatorów. Zatem mamy wodę z wodociągu, czyli do studni nie trzeba biegać. A nawet jest ciepła woda oddzielnie... Tu to już ani chybi majster rzekłby tak:
"pan chciałbyś tak: mieć zimną wodę osobną, ciepłą osobną, szczelne rurki, kafelki, duperelki, kraniki, dywaniki. Chamstwo! I drobnomieszczaństwo z pana wylazło."



A pewnie, żebym chciał! Zatem mamy i wodę, i kraniki.

Jest nawet łazienka i własne szambo. To też ciekawy temat, bo odkryłem, że z dziadkiem zbudowaliśmy je nielegalnie. Budowa szamba wymaga pozwolenia, o czym dowiedziałem się niedawno, przypadkiem. Zatem oficjalnie szambo powstało już dawno temu. Kiedy? Nikt nie pamięta. Ale na pewno w czasach, których archiwa powiatowe nie obejmują.

I takich odkryć może będzie więcej...
Swoją drogą ciekawe, że architekt w ogóle nie pyta o fundamenty, a dziadek podejrzliwie nie ukrywa, że to nie jest konstrukcja, która zniesie wszystko...

niedziela, 14 lutego 2016

A drzewa sadzi się w rządku


"Dach może by trzeba zmienić" - bąkał dziadek z rzadka, co parę miesięcy. I jak to on lubi wziął sam się rok temu do czynu. Po cichu i po swojemu. Tak lubi.

Tak też pilnuje porządku na działce. Jakiekolwiek próby własnej inwencji, godzącej w ład i porządek widziany jego oczami, są z góry skazane na usunięcie bądź banicję. Sadzenie drzewek inaczej niż w rządku oznacza, że wcześniej czy później (raczej wcześniej) drzewko pozostanie przywrócone do pionu, to znaczy przepraszam: przywrócone do rządku.
Dziadek jest (bez sarkazmu) mistrzem przycinania owocowych drzewek. Robi to perfekcyjnie. Mam nadzieję, że przekaże mi swoją wiedzę w tym zakresie. Ale jego zapędy przycinania niestety często idą dalej...

Na działce rosną między innymi dwie piękne, duże, stare brzozy. Od lat łakomym kąskiem patrzył na nie, co by je poprzycinać. No bo "przecież się tak rozrosły, że mogą gałęzie się odłamać, jak halny przyjdzie,... a bo przecież tyle tych liści leci jesienią, że nie idzie ich grabić'. Pilnowaliśmy te zapędy 'drwala' skutecznie przez parę lat, również z aktywną pomocą Darka, naszego drogiego kuzyna i sąsiada w jednej osobie, który szczęśliwie dla nas kocha naturę i jej owoce, tu w postaci dumnych, rozłożystych drzew. I przez parę lat wygrywaliśmy ten nierówny pojedynek, a było już blisko, bo raz dziadek został już ściągany z drabiny z piłą, a innym razem w ostatniej chwili udało się powstrzymać zamówionych najemników z profesjonalnym sprzętem do katowania brzóz. Ufff....

Niestety po paru latach, chwila nieuwagi, i dziadek ku swej radości obwieścił nam dumnie, że wreszcie przyciął po parę gałązek brzozom i nie będzie już tyle liści. Na marginesie te 'gałązki' to były może i kilkunastometrowe konary. Myślałem że serce mi pęknie, a brzozy nie przestaną cicho kwilić. Moja M. była jeszcze bardziej stanowcza i wyraźnie i dobitnie oświadczyła, że na tak okaleczonej działce, to jej noga już nigdy nie powstanie. Żal było patrzeć...

Nie był to też ostatni 'sukces' dziadka w materii zdobywania sprawności 'drwala'. Sam jestem temu trochę winien, bo kiedyś w prezencie dostał piłę mechaniczną do przecinki. Ale kto wiedział, że to w tym kierunku pójdzie samorozwój... Dobrze, że krajzegi nie kupiłem, by byśmy mieli boazerię zamiast okazałych brzóz.

W ogrodzie przed frontem domu, w cudowny sposób nie w rządku, kilkanaście lat temu udało się posadzić moje do dziś dwa ukochane drzewa: klon i dąb. Urosły aż miło, a nie miały łatwo, bo dziadek co rusz łypał na nie łakomym okiem. Klon ocalał nieruszony. Moja duma. Ale dąb biedaczysko przecierpiał swoje. Dziadek był przekonany, że dąb to zdecydowanie za wysokie drzewo na ogród i go przyciął z góry niczym wyrośnięty pęd malin. To się dąb zdziwił. Niestety nie miał siły krzyknąć: "nie jestem jabłonką". Krew przestała płynąć na ten widok... Na szczęście drzewko udowodniło, że jego wola życia i bycia smukłym, a za sto lat okazałym pięknym 'Barkiem' jest silniejsza i przetrwa zakusy z sekatorem w ręku.

Jednak to, że dom stoi i się jeszcze jakoś w ogóle prezentuje, jest wyłączną zasługą dziadka Tadeusza.
Działka jest pięknie zadbana. Jak dla mnie jest najładniejsza w okolicy. Latem jest cała w zieleni: jabłka, śliwki, czereśnie, brzoskwinie (!!!), maliny, porzeczki, no i moje ukochane drzewa liściaste: klony, dęby i polskie śliczne brzozy. A przy drodze szlachetne cisy (zamiast pospolitych tuj), co (to i nie tylko to) z kolei jest zasługą mojej M.



Tu widać mojego ukochanego klonika. Zimową porą bez liści, za to od wiosny zieloniutki, a potem czerwieni się w jesiennym słońcu; dziś jest już większy od domu....
A z prawej dumny dąb, który najgorsze ma już chyba za sobą :)
W głębi po prawej wyglądają nieśmiało dumne panie brzozy...


czwartek, 11 lutego 2016

Geneza


Wszystko zaczęło się już lata temu od nieśmiałych wtrąceń dziadka, że w domu na wsi trzeba zmienić eternit, którym obecnie pokryty jest dach, bo niedługo skończy się ustawowy okres ochronny na wspieraną przez gminy utylizację azbestu. Uwagi właściwie były o tyle nieśmiałe, że nie spowodowały większego zainteresowania u potencjalnego inwestora, czyli autora tego wątku.
A może były one zbyt nieśmiałe, że aż trudno nazwać uwagami jednozdaniowe wtrącenia przytaczane co parę niedziel pomiędzy rosołem a kotletem podczas tradycyjnych obiadków u babci.

Tak naprawdę to wszystko zaczęło się wcześniej... Dużo wcześniej. Historii nie oszukam, dziedzictwa się nie wyprę. Poręby Nowe to miejsce mojego urodzenia, a właściwie pierwsze trzy lata życia, bo urodziłem się w Mińsku Mazowieckim. 


Czyli kim jestem? 

Miastowym czy jednak człowiekiem ze wsi? Z pierwszych trzech lat życia w pamięci wiele 'zdjęć' nie zostaje. Jedno z nich to szarżujący na mnie koń, czyli stara chabeta zwana Baśką, która nie wiedząc czemu robi sobie skok nade mną. Ani chybi musiał to być dowód, że można się najeść 'szaleju', bo nigdy nie pamiętam, żeby ktoś dał radę zmusić szkapinę do kłusu nawet, a co dopiero do tak zacnego cwału ze skokami niczym na Wielkiej Pardubickiej, a nie na spokojnych Porębach Nowych. I to chyba tyle. 
Czyli całe świadome życie, od przedszkola, spędziłem w mieście. To by oznaczało, że jednak jestem mieszczuch. Tu się czuję dobrze, ścieżki życia są przetarte i znane. Od gry w kapsle na Saskiej i lody na Walecznych, przez liceum "Powstańców W-wy" i studia, po dorosłe życie.

A jednak coś ciągnie na wieś.

To trochę jak morze, którego nienawidzisz za sztormy i niewygody, a które skutecznie cię wzywa i przyciąga nie zważając na opory i lenistwo mieszczucha. I wbrew wcześniejszym zarzekaniom, że nigdy więcej nie popłyniesz, to znowu się tam wybierasz.
Wezwanie wsi może będzie nawet silniejsze, a może nie? Może na razie jest to tylko zew natury, który nakazuje spłodzić syna, posadzić drzewo i zbudować dom.
Zatem podejmuję wyzwanie natury i jeśli Bóg pozwoli, a tata (zwany tu dziadkiem Tadziem) nie zmieni zdania, to zbuduję ten dom.
... Choć nie jest to budowa od zera, lecz przebudowa i rozbudowa, ale nie czepiając się szczegółów wychodzi na to samo. A nawet jest to zadanie trudniejsze, jak już wiem. I nie chodzi tu tylko o dopasowanie pomysłów z ograniczeniami konstrukcyjnymi starego domku, a nade wszystko o pogodzenie własnych pomysłów z arcysilnym oporem dziadka, który ma swoje przyzwyczajenia i przesunięcie jednej cegły o parę centymetrów budzi i strach i zgrozę. Nie jest łatwo, ale damy radę! Jakbym wspomniał, że rozważam nawet wyburzenie wszystkiego i budowę fundamentów od zera, to chyba trafiłby we mnie piorun, jak nie z oczu dziadka, bo to człek nad wyraz spokojny, ale chyba prosto z nieba.
Zatem mieszczuchu do dzieła! 

A tak jeszcze wygląda szczęście dziadka, i moje też :) ... a może nie tylko! (oby)




Ani chybi widok będzie zgoła inny za czas jakiś, i nie tylko dlatego, że wiosna tuż tuż...