środa, 20 kwietnia 2016

Grill przy starym domku!!!

Wiosna A.D. '16 miała być ostatnim sezonem grillowym, biesiadowym w otoczeniu starego domku. Może będzie nostalgicznie, może sentymantalnie... Za rok będzie to wszystko wyglądać inaczej.

Tako się jakiś czas temu rzekło i taką otrzymaliście onegdaj informację. Ale nikt też nie mówił, że to będzie tylko jeden grill, czy tylko jeden termin. Może to być każdy weekend! Byle przed sierpniem, bo jak wiadomo w sierpniu bywa godzina W. To dobry termin na nowy początek. 

Zatem Przyjaciele (nie jest Was wielu :), tym bardziej cenni), jak macie ochotę wpaść już teraz, w maju, czerwcu czy też w lipcu, to zadzwońcie lub napiszcie, kiedy Wam będzie się chciało zrobić wycieczkę na wieś spokojną choć na godzin parę...

piątek, 15 kwietnia 2016

Inwentaryzacja i wstępna koncepcja lub jej brak

Inwentaryzacja jest. Gotowa. I to od dawna.
Ale do wstępnej koncepcji jeszcze daleko... choć czas szybko leci.

Zatem jak obecnie wygląda domek pokazują poniższe rzuty parteru i poddasza. Na parterze robimy kółko w starym wiejskim stylu spacerując od holu, przez kuchnię i dwa pokoje trafiamy ponownie do holu. Odstępstwem od wiejskiego stylu jest mała łazienka, która znajduje się w domu, a nie za stodółką. Uroku dodaje jej małe okno. 
Składzik jest natomiast miejscem, gdzie łakomczuch zawsze znajdzie małe "co nieco", czyli najlepszy na świecie dżem babci z czarnej porzeczki, tudzież z brzoskwini, czy też pyszny mus jabłkowy. Tu też jest łącznik komunikacyjny ze strychem, ale... 
... bynajmniej nie są to schody, a najzwyklejsze stroma drabina, po które rączo i ostrożnie raz na trzy lata wspinamy się na strych. A na strychu wiele się nie dzieje (prawdopodobnie), wiatr hula, a pod nogami szeleszczą liście. Ale już nawet z tych małych okien widoki są obiecujące. Zatem jakby zrobić śmiało jakieś większe okna, to może być ciekawie.



Z kolei front to widziany już na zdjęciach obrazek, który po prostu doczekał się przeniesienia na obraz cad'owy. Nawet lepiej chyba prezentuje się w tej postaci niż w realu. Na dole od wschodu i poniżej od zachodu:



A to chcemy zrobić, to trudno zgadnąć, acz zupełnie wstępnie pomysły na parter są takie:
- pojawi się wiatrołap: z jakimś oszkleniem w miejscu obecnych starych betonowych schodów;
- poszerzymy trochę łazienkę; w końcu gdzieś trzeba będzie umieścić źródło ciepła na długie zimowe wieczory, czyli jakiś kocioł c.o.;
- schody (niestety drabina zniknie) w miejscu dużego pokoju i schowka gospodarczego; choć innych wstępnych pomysłów na schody było co najmniej milion. Ekstrawagancja (malownicze schody w salonie) przegrała jednak z pragmatyzmem;
- kuchnia i pokój będą połączone, co pewnie każe nam używać nazwy 'salon', a może lepiej po prostu pokój dzienny z kominkiem. No właśnie. Pojawi się kominek w miejscu starej kuchni. A kuchnia powędruje do budynku gospodarczego, i tam coś ciekawego z niej powstanie, być może;
- okna na ulice zostaną powiększone z obniżonymi dużymi parapetami - tam będą siedziska z poduchami (może jakiejś damie się spodoba taki akcent);
- miał powstać jeszcze wykusz oszklony, ale to zostało uznane jako objaw drobnomieszczańskiej fanaberii, zatem miejsce na duży stół będzie jedynie na tarasie, choć może się i tu gdzieś go upchnie;
- w kuchni zamiast małego okna wybijemy znacznie większe okno na świat i wschód słońca, a przed nimi rozlegnie się taras, czyli miejsce na kawę lub piwo.

Z kolei na piętrze cokolwiek by się nie pojawiło, będzie dobrze. To coś zastąpi w końcu panoszące się tam wszechobecne liście. Na razie jest nadzieja na:
- pokój - sypialnia 
- łazienka z widokiem na gwiazdy
- duży pokój z widokami na wschód i zachód i południe też, czyli miejsce rekreacji z odpoczynkiem dla oczu  

A tak niestety nie będzie, bo za bogato, za śmiało, bo brak koncepcji u architekta i odwagi u inwestora. Może szkoda???

A Victorian terraced house extension | Real Homes:
Great renovation & extension project #homedecor #design #extension #architecture #homeextension #residential #home #addition #extend #glass #sidereturn:
A large window wraps around one corner of this brickwork extension to a Victorian house in London by local office Cousins and Cousins:

Nice:

... szkoda... choć w Porębach byłby to raczej mocny odlot od realu i ekskomunika gotowa.

Podpowiedzi mile widziane! To ostatnie chwile, kiedy mogę coś jeszcze wrzucić do koncepcji, bo jak mi to konstruktor już wszystko przerobi, to będzie za późno, albo doprowadzę do ostatecznej rozpaczy architekt :) Złośliwi twierdzą, że mam takie możliwości..., co niniejszym dementuję.

sobota, 2 kwietnia 2016

Wybór architekta do budowy domu

W moim przypadku, nie tyle do budowy, co do przebudowy, ale po paru miesiącach wiem, że to zadanie jest znacznie trudniejsze od budowy od początku.
Mamy architekta! Ale jak do tego doszło, to dłuższa historia i droga przez mękę, bo jest to architekt numer dwa. I oby trzeci nie był potrzebny...

Szukamy architekta! Jak? Teoretycznie najlepiej z polecenia. Ale, jak się później okazało, nie daje to gwarancji końcowego zadowolenia. Ba! Nawet w ogóle jakiegokolwiek zakończenia!

Pierwszy architekt, pan z polecenia, jeszcze przed rozpoczęciem właściwych rozmów dotyczących koncepcji, wydał się sympatyczny i znający na rzeczy. Jego zadaniem miało być opracowanie koncepcji rozbudowy domu, głównie pomysłu na dach i adaptację strychu na tzw. cele mieszkaniowe.
Najpierw miała być inwentaryzacja, żeby w ogóle móc cokolwiek proponować. Ok. Pan architekt zrobił inwentaryzację. Zadanie jak twierdził, proste, krótkie i strasznie nudne, stąd pewnie dlatego zajęło mu to 6 tygodni, a nie dwa wieczory, jak to miało być.
A potem miał zacząć rysować koncepcję. Miała być to jego koncepcja, pomysły, ale okazało się, że podejście było całkiem inne: "powie pan co sobie życzy, a ja to narysuję, a narysować można wszystko". No to zacząłem rysować sam. Schody na środku, z boku, proste, zakręcane. Bardzo kreatywnie się mogłem rozwinąć. Schody były już i na zewnątrz. W pewnym momencie zacząłem myśleć o windzie lub wstawieniu zwykłej drabiny i strażackiego słupa, albo zjeżdżalni zamiast schodów.

Moje (niektóre) pomysły zostały narysowane po kolejnych kilku tygodniach oczekiwania na szybki feedback. Później miałem sobie przemyśleć dach, elewacje, wejście. Takie tam proste rzeczy...
Nie było łatwo. Szybko się okazało, że potrzebny jest mi warsztat kreślarski. W tym celu odwiedziłem sklep z artykułami kreślarskimi, gdzie zaopatrzyłem się w ekierki, kątomierze, pisaki, ołówki, korektory wszelkiej maści i rodzaju i do dzieła! W końcu w pracy jestem też architektem, co prawda business solutions architect'em, ale to już coś.

I tak mijały długie, zimowe już wieczory, dni, weekendy, tygodnie, lata... no nie, lata jeszcze nie. Zanurzyłem w otchłań wizji architektonicznej, czasem brodząc, czasem mknąc jak barakuda w oceanie komplikacji formy architektonicznej. Wiłem się gdzieś między przekleństwem a fascynacją tworzenia. Zamiast skupić się na ogólnej koncepcji bryły, testowałem manualnie ile centymetrów okna da się umieścić w lukarnie, sprawdzając wpływ na poziom spadku dachu. A wszystko z ołówkiem i gumką, a potem kolorowymi pisakami i korektorami. Masakra.

Na wszystko miał spojrzeć pan architekt swoim fachowym okiem i łaskawie wrzucić to do rysunku w cad'zie. Na szczęście pan architekt przez półtora miesiąca nie odbierał telefonu, nie odpisywał na wiadomości, co pozwoliło mi narysować własną koncepcję prawie do końca, a jemu podziękować za współpracę. Mailem. Bo inaczej się nie dało.

Zatem szukamy drugiego architekta. W końcu musi być ktoś, kto przynajmniej przerysuje moje pożal się Boże pomysły i się pod tym jeszcze podpisze. Nie będzie łatwo, ale nic to.

Tym razem wybrałem inną metodę poszukiwania. Miało być szybko, zatem wykorzystałem platformę ofert budowlanych zamieszczając tam zapytanie. Architekt miał się znać na rzeczy, być z powiatu mińskiego, być dostępny, niekoniecznie drogi i.... być kobietą (tego nie mogłem napisać), ale trudno, trzeba przyznać. Po poprzednich doświadczeniach stałem się feministą, przynajmniej w tym zakresie. Doszedłem do wniosku, że w dziedzinie postrzeganie piękna, odnajdywanie się w tym co ładne, co do siebie pasuje, to jednak kobiety biją mężczyzn. 

Drugi architekt, naturalnie pani architekt, podjął się współpracy szybko i chętnie. Wstępną moją koncepcję traktuje jedynie jako wymagania funkcjonalne wnętrz, co ubierze w ładną formę na zewnątrz. Wykazuje zapał i chęci, i nawet własne pomysły. I tego właśnie szukamy! 

Wydawało się, że poszło szybko i łatwo... choć nie do końca, ale to już za sprawą interwencji dziadka, który orzekł, że jemu się jakakolwiek przebudowa jednak nie podoba. To zmieniło sprawę. Odrobinę. Wydawało się, że to przedwczesny koniec. Ale po miesiącu nastąpiła akceptacja i reaktywacja. I wracamy do naszej miłej pani architekt. Najpierw koncepcja, a potem przygotowanie projektu architektoniczno - budowlanego, co ma zająć około dwa miesiące.

Zatem oddałem się oczekiwaniu na wyniki rysowania koncepcji, zarzucając własne prace rysunkowe. To gorsza strona, bo architektem nie zostanę. Ale może to i lepiej dla urbanistyki w tym kraju... 

czwartek, 24 marca 2016

Domek na wsi czy domek w górach

Chwila relaksu w górach z dziewczynami miała zapewnić, że na parę dni uda się zapomnieć o sprawach bieżących i oderwać od codzienności.
Jednak już sama podróż pokazała, że będzie trudno. Jazda samochodem przez parę województw okazała się szansą na poszukiwanie nowych pomysłów i inspiracji. Inaczej mówiąc, zamiast jezdni widziałem głównie dachy i elewacje. Czy to normalne czy jednak już zboczenie?

Na szczęście na stoku nastąpiło oderwanie od poszyć dachowych (budka z kasą miała dach zupełnie nie wart dłuższej kontemplacji). Choć już na drugi dzień pojawiły się poranne i wieczorne spacery, które umożliwiły zbliżyć się do architektury góralskiej. Ciekawa dość, urozmaicona rzekłbym. Absorbuje wiele kolorów, pomysłów, wszystkiego. Jednym słowem, polski chaos, jak wszędzie. Przykre.

Jednego można góralom niewątpliwie pozazdrościć: mianowicie widoków. Z naszego okna rozpościerał się taki oto widok na Tatry:
Śliczna panorama tatrzańska na śniadanie. Nawet nie trzeba było wychodzić z pokoju, aby oko mogło odpocząć od miejskich korków na ulicy, a ucho od kakofonii komunikacyjnej. Mimo, że śniegu było coraz mniej, to zimowej urody górom to bynajmniej nie odejmowało.

Ale w nocy przyszedł opad śniegu, nie znany w Warszawie przynajmniej od wielu lat, wywołując wśród turystów jednocześnie radość (bo warunki na białe narciarskie szaleństwo cudne) i panikę (bo trzeba będzie jakoś dotrzeć na stoki). 

Niewątpliwie dzięki świeżemu śniegowi zrobiło się uroczo i powstała myśl:
czy może zamiast remontować domek na wsi nie byłoby lepiej zbudować domek w górach? 
... z dala od cywilizacji, gdzieś w środku gór, pod parkiem narodowym...

Myśl kiełkowa i się zagnieżdżała coraz głębiej. Jak to byłoby pięknie uciec od miasta tak daleko na stałe, móc co dzień chodzić po górach, skakać wzdłuż górskich potoków, po pasterskich halach, wspinając się po graniach... zagryzając pachnącym oscypkiem, i do późnej jesieni zbierając jagody wysoko na zboczach stoków...

I tak zaduma by trwała i dalej się umacniała na niwie poszukiwania celu życiowego, gdyby nie powolne odkrycie uczynione podczas porannego spaceru pod cudownym, niezachmurzonym błękitem, w cieple lutowych słonecznych promieni. To odkrycie to zbiorowa ruchliwość miejscowej ludności, która wyszła z ciepłych domów i zaczęło się aktywizować, spokojnie, nie nerwowo, acz metodycznie. Bez względu na wiek czy płeć: od kilkunastoletnich młodzieńców po wiekowe gaździny. Wszyscy wyposażeni w akwizyty w postaci wielorakiego rodzaju sprzęt poczęli odśnieżać swoje dojazdy i dojścia do lokalnej uliczki, po której powinna grasować już odśnieżarka. No i proszę. W zdrowym ciele zdrowy duch. I to na jaką skalę! Każdy rano może (natura trochę zmusza do tego) uprawiać sport. Góralski sport narodowy: odśnieżanie.

Ale po chwili przyszło olśnienie. Oni wcale a wcale nie muszą być z tego powodu szczęśliwi wymachując tymi łopatami codziennie prawie przez pół roku. Prawdziwa historia o tych mieszczuchach, co już popełnili taki błąd jest tutaj. Ceper, który zamiast zostać w mieście lub osiąść pod nim na wsi, postanowił kupić domek w górach:

Wyzwolenie z myśli o budowie w górach nastąpiło w oka mgnieniu. Kilka dni w górach i wystarczy. Lepiej wracać na równinę mazowiecką. 

A w góry wystarczy pojechać raz na jakiś czas na parę dni. W końcu nie trzeba od razu sadzić całego lasu, aby mieć trochę drewna!

Tak przy okazji w górach parę ładnych, wyróżniających się projektów też było, choć może nie zawsze miały charakter góralski, ot choćby i coś takiego:

A jaki styl pojawi się w Porębach Nowych? Raczej nie będzie to góralska chata...

wtorek, 15 marca 2016

Wniosek WZ

Wniosek WZ to wniosek o wydanie decyzji o warunkach zabudowy (WZ).
Wniosek udało się złożyć 15 lutego. Najważniejszym elementem wniosku była deklaracja dotycząca warunków technicznych. Trzeba było powziąć męską decyzję i się określić. I wyszło tak:
- specyfikacja dachu: dwuspadowy o nachyleniu do 40 stopni;
- szerokość frontu domu: długość elewacji frontowej do 12m;
- wysokość kalenic: wysokość do 9m;
- powierzchnia zabudowy domu: do 110m kwadratowych.

Kolejne zadanie miało wymiar plastyczny, gdzie na mapie działki w skali 1:1000 trzeba było popisać się takowym rysunkiem, który urzędnikowi jednoznacznie wskaże naszą działkę i przedstawi granice oddziaływania inwestycji na środowisko, co wyszło w przybliżeniu jak widać:


Warunki zabudowy gmina powinna wydać w ciągu 30 dni, czyli... już 15 marca, ale zgodnie z dobrą tradycją budowlaną przewidywane jest co najmniej dwutygodniowe opóźnienie.

Wydawałoby się, że przy przebudowie procedura powinna być automatyczna, tym bardziej że nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, do którego trzeba się dostosowywać. Praktycznie zmieni się jedynie dach. Ale jednak będzie to trwać i trwać. A jak ktoś zechce potem poszyć dach kolorem przejrzałej cytryny lub młodego różu, to i tak to zrobi! Albo kto komu zabroni na Mazowszu skonstruować śliczny spadzisty góralski dach. Pstrokato i różnorako. Ni ładu, ni składu. 

Myślałem, że chcę zmienić jedynie dach, a tu okazuje się, że wydawałoby się prosty remont uruchamia łańcuch urzędników zamieszanych w analizę mojego remontu. Oprócz urzędnika w gminie ds. inwestycji, będzie specjalista ds. urbanistyki, a potem cały zespół ZUD i nie wiem kto jeszcze. Pozostaje mi wierzyć i ufać, że ciężka praca urzędników za nasze pieniądze płynące z podatków zaowocuje, a jej efekty będą przytłaczać swoim profesjonalizmem, jakością i szczegółowością. Skoro nie jest szybko, to na pewno musi być dobrze.

Nic to. Cierpliwie poczekam. W końcu się nie pali.

piątek, 4 marca 2016

Geodeta i mapa do celów projektowych


Jest mapa!!!
Bowiem do projektu potrzebna jest mapa, między wieloma innymi rzeczami, rzecz jasna.
Nosi ona dumnie takową nazwę: mapa sytuacyjno - wysokościowa do celów projektowych i powinna być sporządzana w skali 1:500.

Zgodnie z prawem mapa ważna jest bezterminowo, a dokładnie tak długo, jak nie zajdą zmiany na danej działce. A praktyka podobno mówi co innego: starostwo akceptując projekt może sobie zażyczyć mapy nie starszej niż dwa lata, rok, trzy miesiące, o czym niestety decyduje urzędnik. Ciekawe jak to potraktuje starostwo mińskie? Zobaczymy...

Mi się trafił sympatyczny geodeta, przyjechał od razu na drugi dzień. A dzień był piękny słoneczny, bezchmurne niebo. Mały mrozek. Dookoła cisza, spokój, pięknie jak... na wsi. Przyjemnie było się przejść moją wiejską drogą i popatrzeć na zaśnieżone łąki i lasy. Tyle że nie ma się gdzie jeszcze rozgrzać po spacerze, bo w domku jest tak samo zimno jak na zewnątrz. Ale już za rok, góra dwa będzie inaczej!

Geodeta pomierzył co trzeba w try miga, i obiecał mapkę w dwa tygodnie. Potrwało to faktycznie trzy. Ale nic nie szkodzi. Jest!

Mapkę oceniła swoim fachowym okiem Pani architekt stwierdzając przy tym, że nic jej nie brakuje. Pierwsze koty za płoty :) 

wtorek, 1 marca 2016

Budowa domu - krok po kroku

Wydawałoby się dla niewtajemniczonego, że budowa domu to koncepcja architektoniczna, wybór ekipy, dachówki, okien i skończone. Życie na szczęście jest bardzo urozmaicone i pełne niespodzianek. Niewtajemniczony (autor) też tak myślał, umacniając się w przekonaniu, że to przecież jedynie remont, no może poważny remont. Zatem co tam! Raz dwa, bez żadnych urzędniczych formalności w trzy miesiące będzie po robocie.
Dodatkowej argumentacji dostarczył wymiar ustawodawczy, który to w czerwcu 2015 roku dokonał nowelizacji prawa budowlanego, zgodnie z którym była nadzieja, że wszystko szybko załatwi tzw. 'zgłoszenie' zamiast kłopotliwego, kosztownego i długotrwałego 'pozwolenie na budowę'. Stąd od razu powstało założenie, że cała wymiana dachu (z prawie niewidocznymi zmianami konstrukcyjnymi)  zostanie zrealizowana w ramach rzeczonego 'zgłoszenia'. I może by się dało, ale nie wchodząc w szczegóły, jednak się nie dało, zatem idziemy w pełni legalnie, z każdym niezbędnym dokumentem i pieczątką.

Jak wygląda teoria budowy krok po kroku, zaznaczając, że jest to jednak poważna przebudowa a nie budowa od początku? Czyli są to moje etapy:

  • Etap I - Pozwolenie na budowę
  • Etap II - Stan surowy otwarty
  • Etap III - Stan surowy zamknięty
  • Etap IV - Wykończenie wnętrz


Etap I - Pozwolenie na budowę
Etap można podzielić na wiele podetapów:
  1. Wybór działki, terenu
  2. Koncepcja projektu domu
  3. Wydanie decyzji o warunkach zabudowy
  4. Wykonawca i nadzór budowalny
  5. Projekt architektoniczno - budowlany
  6. Pozwolenie na budowę
  7. Inne sprawy, o których już wcześniej warto myśleć

Ad. 1, czyli wybór działki.
W moim przypadku problem odpada. Działka jest i ma się dobrze na swoim 1,5 ha. W końcu stoi na niej jeszcze dom staruszek. Choć niemal vis'a'vis, po drugiej stronie drogi jest druga działka o powierzchni niemal 1 ha.
Stąd czysto teoretycznie można przytoczyć aspekty, które czasem bardziej, a czasem mniej, mogą być istotne dla wyboru:
Lokalizacja działki  
Rzecz względna i dla każdego co innego jest ważne, zatem pomijam, bo u mnie już jest: Poręby Nowe.
Widoki i najbliższe sąsiedztwo
Jest to absolutny priorytet przy wyborze. Nic gorszego jak mieszkać na wsi, pomiędzy sąsiadami z każdej strony, szczekającymi psami, smrodem ze spalonych tworzyw w kominie niewiadomego źródła, z widokiem na 'śliczny' betonowy mur sąsiada itd.... Wymieniać można by bez końca. W ten sposób mamy tylko zagregowane wady mieszkania w mieście i na wsi, które nie pozwolą się cieszyć wsią szczęśliwą, wsią spokojną. To już zdecydowanie lepiej ostać się w mieście.
Widoki to rzecz pierwszorzędna. Muszą być ładne, jakiekolwiek, byle ładne i najlepiej otwarte na przestrzeń i zieleń. Na przykład takie:

Komunikacja i media
Wiadomo, że jakoś trzeba dojechać do sklepu, pracy, a na wsi to już pewnie obowiązkowo do króla elity lokalnej, tj. księdza plebana, chociaż raz na miesiąc (pozostałe niedziele można stać za filarem). Choć i tu chyba nastąpiły spore zmiany od czasów spostrzeżeń mistrza Mikołaja Reja o panu, wójcie i plebanie.
Ale media jakieś muszą być: wodociąg i prąd to minimum. Zapytajmy jeszcze o plany rozwoju dotyczące kanalizacji i sieci gazu ziemnego. W końcu człowiek XXI wieku, a co gorsza szczur miejski, lubi być wygodny.
Jeszcze jest wątek dostępu do dróg tzw. publicznych i pomysł na dostęp cały rok, chyba że ktoś lubi zimą sport w postaci codziennej zaprawy z łopatą do odśnieżania (vide: sławny przypadek mieszczucha w domku w Karkonoszach).
Strategia rozwoju gminy 
Warto się dowiedzieć wcześniej, czy przez środek naszej działki nie przebiegnie już wkrótce piękna autostrada, albo gminna obwodnica, czy też inny ściek. Choć zawsze wtedy pochwalić się można, że rano wyjeżdżam z bramy i już jestem na autostradzie do fabryki :( przykre i bolesne może być życie.
Minimalna wielkość działki
Choć akurat na mojej działce jest około 1,5ha, to zawsze jest to istotne. Stąd pamiętamy, że minimalna odległość domu do granicy działki to 4m, ale jeśli działka spełnia takie parametry ledwo ledwo, to lepiej od razu poszukać czegoś szerszego. W przeciwnym razie zdecydowanie będziemy się dusić, a na wsi to byłaby paranoja.
Strony świata
Rzecz znowu bardzo względna, czyli kto co lubi. Podobno lepiej mieć wjazd od strony północnej, aby zwrócić się drzwiami i garażem na północ. Pewnie jednak indywidualne preferencje mogą być różne, a sama koncepcja domu też może wiele zmienić. Temat do uznania.
Rodzaj gleby
Problem istotny, jeśli mamy na uwadze budowę piwnicy, albo garażu a może basenu podziemnego :)
Będzie to też istotne dla wykopów pod fundament, choć tu z obecną technologią raczej sobie poradzimy (w końcu metro nie tylko pod Wisła sunie), chyba że mamy szczęście trafić na stary cmentarz, złomowisko, wysypisko lub prawie naziemne złoża ropy lub innych darów ziemi.
Na pewno będzie to ważne przy budowie szamba czy instalacji podziemnej butli na gaz ciekły.
I jeszcze zieleń. Według mnie im więcej, tym lepiej, byleby się jakoś zmieścić ze swoim domkiem. Wycinanie drzew jest drogie, a przede wszystkim głupie. One tu były przed nami i to można by uszanować i się do tego dostosować. Szczególny urok mają drzewa liściaste: klony, dęby, lipy. Nie bójmy się liści. Eksperci mówią, że ekologiczniej jest ich nie grabić. A czyż nie przyjemnie jest poszurać sobie jesienią wśród liści...

Ad. 2, czyli koncepcja budowy domu
Wcale nie budowa, tylko własne poszukiwania koncepcji na dom, to może być najdłuższy krok realizacji budowy domu. Od stylu po kolor komina. Może nam wyjdzie taka stylowa wiejska kurna chata:
... poddasze pełne siana może mieć uroki i być podłożem niezapomnianych przygód :)

A może coś innego... Warto przejrzeć pomysły na jednorodzinną architekturę na tzw. zachodzie, gdzie jednak projektanci wydają się być bardziej twórczy, a może inwestorzy odważni i otwarci... Piękne i czasem szokujące, pod względem komponowania, są połączenia starych domów z nowoczesnymi pomysłami. A na przykład tak:

lub tak:



... a jeśli mamy zwierzyniec, to przez okna można się podelektować spokojem naszej trzódki:


Odważę się postawić hipotezę, że jednak to Francuzi byli tu w powojennej architekturze pionierami, a na przykład budując Centrum Pompidou: 
czy też otwierając nowe wejście do Muzeum Louvre w postaci piramidy:

Sami siebie zaszokowali na kilkanaście lat deliberując czy jest to jeszcze jakikolwiek smak czy goła profanacja. Dziś wątpliwości już zgoła prawie nie ma.

Ad. 3, czyli warunki zabudowy
Jeśli gmina (tak jak jest to w Dobrem) nie ma planu zagospodarowania przestrzennego, to występujemy z wnioskiem o wydanie decyzji o warunkach zabudowy. Przyjemność jest darmowa, a decyzja zgodnie z przepisami powinna być podjęta standardowo w 30 dni.
No i uwaga. Tu już trzeba mieć koncepcję lub wybrany projektu, bo we wniosku między innymi określamy:
- wysokość kalenic
- szerokość frontu domu
- powierzchnię zabudowy domu
- specyfikację dachu (np. dwuspadowy z danych pochyleniem)
Do wniosku musimy mieć mapę z ewidencji gruntów, może być w skali 1:1000 a czasem nawet 1:2000, wystarczy z klauzulą 'bez sprawdzania w terenie'. Na kopii należy narysować obszar oddziaływania inwestycji na środowisko, czyli w praktyce trzeba pojechać kolorowym flamastrem po przyszłym naszym płocie.

Wymagane też może być potwierdzenie (umowa lub ostania faktura) o dostępie do wody, prądu. O wszystkim powie urzędnik gminny. Pani w gminie Dobre odpowiedzialna za architekturę jest przesympatyczna i wykazuje się dużą dozą cierpliwości tłumacząc to, co trzeba przygotować, i dalszą procedurę obsługi wniosku przez gminę.

Później do wniosku o pozwolenie na budowę, będzie potrzebne jeszcze oświadczenie, że działka ma dostęp komunikacyjny do drogi publicznej.

Najpóźniej na tym etapie umawiamy się z geodetą, aby wykonał mapę sytuacyjno - wysokościową do celów projektowych. Przyjemność tego spotkania nie jest już darmowa i kosztuje ok 600-700zł.
Wizyta geodety na miejscu to kilkadziesiąt minut. A realny czas oczekiwania na mapę to trzy tygodni.
Mapa jest zazwyczaj w skali 1:500. Mapa jest ważna bezterminowo, a dokładnie tak długo, aż w terenie nie zajdą zmiany. Zatem jeśli ktoś w powiecie zażąda odświeżenia mapy, bo nasza ma 'już ponad rok', to możemy mu powiedzieć, żeby się zapoznał z Ustawą o Prawie Geodezyjnym i Kartograficznym z 1989 roku z dalszymi Rozporządzeniami. W Mińsku Mazowieckim szczęśliwie wiek mapy nie determinuje jej ważności.

Ad. 4, czyli wykonawca i nadzór budowlany
Wykonawcę można znaleźć w dwa dni. Nie ma problemu złożyć zapytanie ofertowe na platformie typu oferteo.pl lub kb.pl, czy też rzucić zapytanie na forum na przykład muratora.
Ale jeśli chcemy mieć kogoś z polecenia, to nie czekając na pozwolenie, najlepiej zarezerwować zaufanych wykonawców pół roku wcześniej.
Jak ktoś chce zaoszczędzić na finansach, a zapłacić zdrowiem to szuka fachowców oddzielnie do każdej pracy. Później może się okazać, że oszczędności były prowizoryczne, i każda kolejna ekipa będzie znajdywała błędy poprzednich, powodując, że ani kasy ani zdrowia nie ma.
Zatem lepiej, i być może okazać się na końcu wcale nie drożej, będzie przekazać odpowiedzialność jednemu wykonawcy. Ja takiego sprawdzonego mam: od fundamentów, przez dachy, hydraulikę aż po kraniki i co tylko nam trzeba. Polecam!

Ad. 5, czyli projekt architektoniczno - budowlany
Jak już mamy wybrany projekt, to szukamy architekta do zrobienia adaptacji. Albo jak u mnie, kontynuuję współpracę z architektem, który zrobił koncepcję tak, aby przygotował pełen projekt architektoniczno - budowlany z opisami, rysunkami, częścią dokumentacji konstruktora. Do tego w niektórych powiatach dochodzi wymóg urzędu (niestety jest to interpretacja własna urzędnika) w postaci projektu instalacji elektrycznej i wodno - kanalizacyjnej.
O ile koncepcja może trwać albo dwa tygodnie, albo dwa lata, to sam projekt trwa zazwyczaj około sześciu - dziesięciu tygodni.
A koszty? Oj, tu jest rozstaw szeroki. Najtańszy będzie gotowiec z adaptacją. Bo to koszt w granicach czterech tysięcy. 
Jak robimy od zera będzie więcej. W skrajnych przypadkach w drogim studio architektonicznym nawet do 10% wartości inwestycji. 
Ja wybrałem panią, która wykazała się zapałem i własnymi pomysłami. Cena była drugorzędna. Ale poprzedni architekt, który zrobił tylko inwentaryzację (pan) okazał się na etapie koncepcji niewypałem. Generalnie wychodził z założenia, że można w sumie narysować wszystko, ale dokładnie co to już sam musiałem wymyślić. No i się pożegnaliśmy. A właściwie, szczęśliwie dla mnie, przestał odbierać telefony...
I tu z doświadczenia okazuję się feministą. Polecam do koncepcji zdecydowanie panie, a panowie pewnie lepiej obsłużą część konstrukcyjną. Może to stereotyp, ale tak to u mnie wygląda.

Ad. 6, czyli pozwolenie na budowę
Wydaje się dużą wygodą poprosić architekta, aby później reprezentował nas w urzędzie powiatowym i dopilnował, że złożony wniosek z projektem jest kompletny i nie wymaga kolejnych oświadczeń. To może kosztować trochę więcej, ale warto!
A na same pozwolenie standardowo czeka się do 65 dni.

Ad. 7, czyli inne sprawy, o których warto pomyśleć wcześniej
Zapewne jest ich dziesiątki, ale według mnie na tym etapie warto się skupić mniej na kolorach, kranikach i glazurach a na grubych fundamentalnych kwestiach:
- rodzaj dachu: chodzi o wagę ze względu na wymaganą konstrukcję oraz wymagane minimalne spadki dla danego poszycia;
- źródła ogrzewania: ze względu na wymaganą powierzchnię w domu, wygodę, możliwości instalacji zbiorników lub podpięcia mediów, a trochę i koszty i możliwości dofinansowania z gminy; to bardzo długi i czasochłonny temat
- alternatywne źródła ogrzewania i prądu: system fotowoltaiki i kolektory słoneczne, ponieważ może nam to wpływać na konstrukcję domu, dachu, wymagania dla działki, usytuowanie działki;
- własna kanalizacja, czyli szambo tradycyjne vs biodegradowalne, bo na to są też przepisy, które mogą nam potem utrudnić wpasowanie pewnych rozwiązań obok domu;
- rekuperacja: jeśli nie chcemy tradycyjnych rozwiązań, to wybór rekuperatora powinien być rozważony dość wcześnie, aby móc to pogodzić na przykład z naszym kominem.
- i pewnie jeszcze parę innych,grubych rzeczy :)


Etap II - Stan surowy otwarty
Pojęcie mam o tym średnie, bo zebrane w wywiadach i w sieci, zatem zweryfikuję to post factum

Co zapewne się tu zdarzy:
  1. Przygotowanie działki do budowy
  2. Budowa fundamentów i ścian konstrukcyjnych
  3. Stropy i schody żelbetonowe, ewentualny wykusz i balkon
  4. Komin i szyby wentylacyjne
  5. Więźba i pokrycie dachu papą
  6. Inne niespodzianki, a na pewno termoizolacja
Ile z tego powstanie jeszcze jesienią 2016, jeśli cokolwiek, to czas pokaże.

Etap III - Stan surowy zamknięty
O czym już myślimy:
  1. Poszycie dachu: blachodachówka lub dachówka ceramiczna
  2. Dodatki do dachu: rynny, okna dachowe, wyłazy
  3. Elewacja domu
  4. Może jakiś rekuperator
  5. Ewentualnie fotowoltaika i/lub kolektory słoneczne 
  6. Stolarka zewnętrzna, czyli okna i drzwi zewnętrzne
  7. Inne sprawy, o których jeszcze nie myślimy

Etap IV - Wykończenie wnętrz
O czym nawet jeszcze nie za bardzo myślimy:
  1. Ściany wewnętrzne, tynkowanie, gipsowanie
  2. Hydraulika: instalacja grzejników, ogrzewania podłogowego
  3. Hydraulika: kotłownia C.O. oraz projekt i instalacja zbiornika na gaz
  4. Elektryka: instalacja 
  5. Parapety
  6. Pozostałe prace wykończeniowe:
    1. podłogi
    2. łazienki: terakota, gres, odpływy, armatura
    3. kominek
    4. kuchnia: meble i agd
    5. drzwi wewnętrzne
  7. i na koniec dobre audio !!!, żeby zawarcało, zarycało* i zagrało na parapetówie :)
* to cytat z polskich gór: na starym samochodzie po tuningu wyryto napis: warcy, rycy, ciesy :)