Budowa została formalnie, oficjalnie i w ogóle rozpoczęta. Zgodnie z planem, zgodnie prawem, czyli póki co dość zgodnie.
Minęły dwa dni pracy po których już nic nie będzie, a właściwie już nie jest takie same.
Na początek odbył się demontaż. Nie ma już podłóg ani starego pieca. Ino czarne opary na ścianach.
Widok dość ponury, ale doda to tylko animuszu, aby jak najszybciej pokonywać kolejne etapy i wyzwania. Zniknął też stary blaszany daszek i poręcze na schodach. W poniedziałek dekonstrukcji ciąg dalszy.
Później dla odmiany zaczęło się coś konstruktywnego. Zostały wykopane brakujące fundamenty pod rozbudowaną część domu.
A na koniec pojawiła się grucha o skromnej wadze ok. 30 ton. Działka zaczęła pod nią zachowywać się jak łóżko wodne, ale wytrzymała, choć głębokie bruzdy pozostaną na długo. Po manewrach udało się zalać ławy fundamentowe betonem B25, który daje wytrzymałość średnią powyżej 30MPa, cokolwiek to znaczy dla rozbudowywanego domku.
Panowie w sobotę już mogli odpoczywać, a tzw. inwestor pracuje. Pierwsze radosne jeszcze przelewy. Ostatnie formalności związane z usługami geodezyjnymi, co oznacza tu szkic tyczenia budynku. To swoją drogą oddzielny temat na opróżnianie kieszeni budujących się na usługi i formalności.
A jutro zawiesimy tablicę!
Czwartek, 4 sierpnia 2016.
Zaczęło się. Chłopaki przyjechali rano. I wzięli się do roboty.
Nie ma czasu na pisanie. Nowe zapiski pojawią się w weekend.
Jest oficjalne pozwolenie na budowę! Uprawomocnione. Z pieczątkami. Z podpisami. Normalnie żaden urzędas nie cyknie.
A chumorki to oni mają. Ale uśmiechem ich, a dokładnie ją (panią urzędnik) dobiłem. Nie miała wyjścia, i po paro-minutowych dąsach wobec petenta, nie wytrzymała i bardzo miło się uśmiechnęła.
Zatem pozwolenie jest legalne. Nie będzie żadnego wstecznego datowania, lewizny, samowolki i innych udziwnień. Do tego mamy piękny, nowy, błyszczący Dziennik Budowy.
I to nie wszystko! Oficjalnie jest zgłoszony termin rozpoczęcia prac: 1 sierpnia 2016.
Alea iacta est...
No to do dzieła!
Sprawy nabrały przyspieszenia. W poniedziałek decyzja leżała gotowa u pani naczelnik starostwa mińskiego czekając na podpis. We wtorek była gotowa do obioru.
Co to oznacza? Ano, że urzędnicy wykorzystali swoje ustawowe 65 dni na decyzję do granic możliwości. Niestety, wolno im.
A dalej teoretycznie należy odczekać 14 dni na uprawomocnienie się uzyskanego pozwolenia na budowę, czyli sprawdzam w kalendarzu i wychodzi 9 sierpnia. Od tej daty mam trzy lata na rozpoczęcie budowy. Plan jest inny: po trzech latach to już wszystko ma być dawno ukończone.
Ale to nie koniec biurokracji, ponieważ samo pozwolenie nie oznacza, że mogę (oficjalnie) startować. Czyli oczywiście oficjalnie nie będę :) Trzeba bowiem złożyć zawiadomienie o rozpoczęciu budowy w powiatowym inspektoracie nadzoru budowlanego wraz z oświadczeniem kierownika, że się podejmuje (kierowania rzecz jasna). I potem jeszcze musi minąć siedem dni, aby móc wejść na plac budowy, co oznacza, że w Dzienniku Budowy będziemy widzieli datę 16 sierpnia, jako dzień rozpoczęcia prac. To co będzie się realizować wcześniej, łącznie z załączonymi zdjęciami to jedynie projekcja przyszłości, niczym sen wiedźmina ogarniętego kojącym eliksirem Yennefer.
Damy radę! Będziemy w Dzienniku wprowadzać daty jak najbardziej zgodne z oczekiwaniami szanownej Pani Biurokracji :)