Kto pamięta dwanaście prac Asteriksa i Obeliksa? Herkules musiał pokonać kotka nemejskiego, posprzątać po koniach, jabłuszka z ogrodu zerwać, jednym słowem dziecinada.
Co innego Asteriks! Ten musiał załatwić sprawę w urzędzie. I to jest prawdziwe wyzwanie, znaleźć właściwy urząd, piętro, pokój, formularz, a na końcu dowiedzieć się, że trzeba było jeszcze na początku załączyć inny wniosek.
Przed takim wyzwaniem, ba! przed takim peletonem wyzwań stoi również autor - inwestor. Jak już zostało zdobyte pozwolenie na budowę domu, to miało być z górki. Otóż nie, tak nie jest.
Jedno pozwolenie nie wystarczy. Zachciało mi się mieć dom z ogrzewaniem. A źródłem komfortu większego niż zero stopni Celsjusza miałby zostać gaz. Zachciało się wygód, bez podajników dla peletu czy innego węgla.
Ba! Zachciało się wyjść naprzeciw ekologii, walczyć ze smogiem, czyli też znacznie więcej zainwestować. Co na to polskie państwo? Nie ma przywilejów, żadnych dotacji. Ok. Nie oczekiwałem. Ale żeby od razu kłody rzucać pod nogi?! Tego też nie oczekiwałem.
Jednym słowem potrzebne jest kolejne pozwolenie na budowę, tym razem na instalację gazową wewnętrzną. Na zbiornik wystarczy samo zgłoszenie. Nie dość, że pomagam przyrodzie inwestując w ekologiczne kotły, że inwestuje w zbiorniki, to tu jeszcze takie niespodzianki.
Urzędnik wie, że to jest bez sensu, że instalacja wewnętrzna to bezpieczne połączenie między skrzynką a nowoczesnym kotłem. Ale przepis jest przepis.
Zatem potrzebny jest projekt w czterech egzemplarzach, ekspertyzy przeciw-pożarowe, gazowe, rurkowe, zaworowe. Gdzie jest melisa!!??
Ale trudno. Z koniem się nie będę kopał. Projekt zrobiłem, opłaciłem, dostarczyłem, druki wypełniłem, wyczekałem ustawowe dwa miesiące. I już mam! Pozwolenie na budowę. Wystarczy podjechać do Wydziału Architektury starostwa mińskiego, wejść na drugie piętro do pokoju 210 i odebrać.
Jadę, czekam, słucham, "pan poczeka na zewnątrz, bo tu się pracuje". Ale w międzyczasie zobaczyłem i zrozumiałem ile urząd ma pracy z każdym formularzem, poczta polska ile ma roboty, papiery się mnożą, leżą, czekają, urzędnik biega po papier, podpis, po kawę, kopertę, nie ma kiedy paznokci pomalować; pieczątki stawiane na każdej z 60 kartek wszystkich czterech egzemplarzy. Po co to komu? Nawet urzędnik przyznaje, że to bez sensu. Ileż czasu ekspertów budowlanych, administracji pal sześć, ale mojego też!
A na koniec słyszę: "pan przyjedzie za tydzień lub dwa, bo omyłkowo wysłaliśmy pocztą, a musi pan wypełnić jeszcze później formularz i dać do uprawomocnienia, ale proszę się nie denerwować, bo prace może pan zaczynać, bo i tak tego nikt nie sprawdza"... ???
Polska to jest jednak piękny kraj!
czyli mój 'Life Project' (już nie pierwszy i może nie ostatni)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozwolenie na budowę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pozwolenie na budowę. Pokaż wszystkie posty
piątek, 20 stycznia 2017
Instalacja gazowa - pozwolenia
Etykiety:
budowa domu,
budowa domu krok po kroku,
instalacja gazowa,
instalacja gazowa wewnętrzna,
instalacja gazowa zewnętrzna,
mińskie starostwo powiatowe Mińsk Mazowiecki,
Poręby Nowe,
pozwolenie na budowę
Lokalizacja:
Poręby Nowe 58A, 05-307 Poręby Nowe, Polska
czwartek, 1 grudnia 2016
Zbiornik na gaz
Długa analiza na źródło energii i jego dostawcę została zakończona.
To że będzie to gaz, było wiadomo już dawno. A wytyczne były proste:
- miało być rozwiązanie proste i wygodne, estetyczne i przyjemne
- kotłownia bez kotłowni
Czyli musiał być to gaz. Prąd tu czasem nie dochodzi przez parę godzin. A pompa ciepła, to jednak zabawka zbyt droga.
Jeśli gaz, to najlepiej ziemny. Ale tu uprzejma urzędniczka w gminie życzliwie dała mi do zrozumienia, że jeśli nie chcę czekać co najmniej dziesięciu lat, z podkreśleniem, że 'co najmniej' (czytaj: nie wiemy czy nasze dzieci na emeryturze będą coś tu miały), to lepiej żebym ten gaz sam sobie pociągnął.
Zatem musi być to gaz ciekły, czyli propan umieszczony w zbiorniku na gaz o pojemności standardowej 2.700l.
Kolejna trudna kwestia, zbiornik naziemny czy podziemny, była znowu sprawą krótką i prostą do decyzji. Zero analiz: jedynie podziemny. Do ozdoby na działce służą inne elementy: drzewa, piękna kobieta opalająca się na łonie natury, krzewy, klasyka. Poza trochę większą ceną, same korzyści.
Następna decyzja wiązała się już z większym wysiłkiem analitycznym: zbiornik na własność czy też może dzierżawiony.
Inwestor jest jednak z tych, co cenią niezależność i preferują wyższe koszty inwestycyjne, a znacznie niższe operacyjne. Czas zwrotu to kilka ładnych lat. Ale niezależność jest tego warta.
Od kogo zakup zbiornika na gaz i instalacji gazowej? To jedna z ostatnich kwestii. Możliwości było wielu. Postawiłem na ofertę firmy Chem-Gaz. Kompetentny przedstawiciel, jak i u innych też, ale bardziej i sympatyczniej potrafił przypilnować interesu. A oferty są do siebie podobne. Choć ta jest cenowo ciekawa.
Na co trzeba tu uważać:
- projekt powinien obejmować instalację zewnętrzną i wewnętrzną. Do zewnętrznej wystarczy później zgłoszenie robót budowlanych. A, co dziwne, wewnętrzna instalacja wymaga uzyskania pozwolenia na budowę;
- zapewnienie kierownika projektu z uprawnieniami do instalacji sanitarnych, gazowych;
- faktyczna niezależność od dostawców: już pierwsze tankowanie mogę sobie zapewnić od dowolnego dostawcy. Trzeba przyznać, że dostawca zbiornika zachęca mnie do pozostania wydłużonym serwisem gwarancyjnym do lat pięciu, czy dziesięciu, jeśli będę od niego tankował;
- zatem istotne są jednak dotychczasowe ceny na gaz dostawcy zbiornika w porównaniu do innych; (Chem-Gaz jest tu pozytywnie wyróżniający, ale wiadomo: co będzie w przyszłości, tego nie wie nikt);
- i być może na parę innych rzeczy, o których mam nadzieję się nie dowiedzieć.
Na początku listopada odbyło się spotkanie, tzw. wizja lokalna. W połowie miesiąca mieliśmy podpisaną umowę. A na koniec miesiąca odebrałem gotowy projekt.
Wizja lokalna odbyła się już w przedwczesnej zimowej scenerii:
Projekt budowlany na budowę instalacji gazowej podziemnej i instalacji gazowej wewnętrznej złożony! Pierwszego grudnia Wydział Architektury w Mińsku Mazowieckim nie miał wyjścia, i musiał przyjąć mój wniosek wraz z czterema pięknymi projektami.
PS1. Po co oni chcą aż cztery egzemplarze w dobie kart nano, fifa 2016, władcy pierścieni, BOT'ów i innych fejsów? E-społeczeństwo w urzędzie to jednak nadal epoka kapitana Żbika i siedemnastu mgnień wiosny.
PS2. Złożenie dokumentów, psia krew nota bene właśnie drukowanych, zostało okupione dosłownie niemal krwią, nie psią nawet, ale własną. Coś mnie podkusiło i przeczytałem wcześniej z uwagą dokument, i na jednej stronie znalazłem błędy. Ludzka rzecz. Trzeba przyznać, że projektant zareagował szybciej niż Luxtorpeda, i jeszcze tym samym późnym wieczorem przesłał mi poprawki. Nowocześnie, mailem rzecz jasna. Super. Z tymże, egzemplarze były fizyczne, i do tego zszyte, dodam, że bardzo niestety porządnie zszyte. Zaczęło się szukanie profesjonalnych zszywaczy, a potem rozszywanie, które okazało się bolesne. Mam nadzieję tylko, że podmieniłem właściwe strony i żaden urząd się nie przyczepi.
A teraz obywatel inwestor cierpliwie czeka na pozwolenie na budowę. Oczekiwany czas to: 65 dni. Powiat ma czas. Na szczęście tutaj ja też mam go sporo. Obym nie zapeszył.
A w marcu będzie trzeba wykopać dół na zbiornik, że o przekopie na przyłącze nie wspomnę. Chętnych serdecznie zapraszam do wspólnej zabawy z łopatami.
Droga przed nami jeszcze długa, oby nie tyle mroźna, co urokliwa:
To że będzie to gaz, było wiadomo już dawno. A wytyczne były proste:
- miało być rozwiązanie proste i wygodne, estetyczne i przyjemne
- kotłownia bez kotłowni
Czyli musiał być to gaz. Prąd tu czasem nie dochodzi przez parę godzin. A pompa ciepła, to jednak zabawka zbyt droga.
Jeśli gaz, to najlepiej ziemny. Ale tu uprzejma urzędniczka w gminie życzliwie dała mi do zrozumienia, że jeśli nie chcę czekać co najmniej dziesięciu lat, z podkreśleniem, że 'co najmniej' (czytaj: nie wiemy czy nasze dzieci na emeryturze będą coś tu miały), to lepiej żebym ten gaz sam sobie pociągnął.
Zatem musi być to gaz ciekły, czyli propan umieszczony w zbiorniku na gaz o pojemności standardowej 2.700l.
Kolejna trudna kwestia, zbiornik naziemny czy podziemny, była znowu sprawą krótką i prostą do decyzji. Zero analiz: jedynie podziemny. Do ozdoby na działce służą inne elementy: drzewa, piękna kobieta opalająca się na łonie natury, krzewy, klasyka. Poza trochę większą ceną, same korzyści.
Następna decyzja wiązała się już z większym wysiłkiem analitycznym: zbiornik na własność czy też może dzierżawiony.
Inwestor jest jednak z tych, co cenią niezależność i preferują wyższe koszty inwestycyjne, a znacznie niższe operacyjne. Czas zwrotu to kilka ładnych lat. Ale niezależność jest tego warta.
Od kogo zakup zbiornika na gaz i instalacji gazowej? To jedna z ostatnich kwestii. Możliwości było wielu. Postawiłem na ofertę firmy Chem-Gaz. Kompetentny przedstawiciel, jak i u innych też, ale bardziej i sympatyczniej potrafił przypilnować interesu. A oferty są do siebie podobne. Choć ta jest cenowo ciekawa.
Na co trzeba tu uważać:
- projekt powinien obejmować instalację zewnętrzną i wewnętrzną. Do zewnętrznej wystarczy później zgłoszenie robót budowlanych. A, co dziwne, wewnętrzna instalacja wymaga uzyskania pozwolenia na budowę;
- zapewnienie kierownika projektu z uprawnieniami do instalacji sanitarnych, gazowych;
- faktyczna niezależność od dostawców: już pierwsze tankowanie mogę sobie zapewnić od dowolnego dostawcy. Trzeba przyznać, że dostawca zbiornika zachęca mnie do pozostania wydłużonym serwisem gwarancyjnym do lat pięciu, czy dziesięciu, jeśli będę od niego tankował;
- zatem istotne są jednak dotychczasowe ceny na gaz dostawcy zbiornika w porównaniu do innych; (Chem-Gaz jest tu pozytywnie wyróżniający, ale wiadomo: co będzie w przyszłości, tego nie wie nikt);
- i być może na parę innych rzeczy, o których mam nadzieję się nie dowiedzieć.
Na początku listopada odbyło się spotkanie, tzw. wizja lokalna. W połowie miesiąca mieliśmy podpisaną umowę. A na koniec miesiąca odebrałem gotowy projekt.
Wizja lokalna odbyła się już w przedwczesnej zimowej scenerii:
Projekt budowlany na budowę instalacji gazowej podziemnej i instalacji gazowej wewnętrznej złożony! Pierwszego grudnia Wydział Architektury w Mińsku Mazowieckim nie miał wyjścia, i musiał przyjąć mój wniosek wraz z czterema pięknymi projektami.
PS1. Po co oni chcą aż cztery egzemplarze w dobie kart nano, fifa 2016, władcy pierścieni, BOT'ów i innych fejsów? E-społeczeństwo w urzędzie to jednak nadal epoka kapitana Żbika i siedemnastu mgnień wiosny.
PS2. Złożenie dokumentów, psia krew nota bene właśnie drukowanych, zostało okupione dosłownie niemal krwią, nie psią nawet, ale własną. Coś mnie podkusiło i przeczytałem wcześniej z uwagą dokument, i na jednej stronie znalazłem błędy. Ludzka rzecz. Trzeba przyznać, że projektant zareagował szybciej niż Luxtorpeda, i jeszcze tym samym późnym wieczorem przesłał mi poprawki. Nowocześnie, mailem rzecz jasna. Super. Z tymże, egzemplarze były fizyczne, i do tego zszyte, dodam, że bardzo niestety porządnie zszyte. Zaczęło się szukanie profesjonalnych zszywaczy, a potem rozszywanie, które okazało się bolesne. Mam nadzieję tylko, że podmieniłem właściwe strony i żaden urząd się nie przyczepi.
A teraz obywatel inwestor cierpliwie czeka na pozwolenie na budowę. Oczekiwany czas to: 65 dni. Powiat ma czas. Na szczęście tutaj ja też mam go sporo. Obym nie zapeszył.
A w marcu będzie trzeba wykopać dół na zbiornik, że o przekopie na przyłącze nie wspomnę. Chętnych serdecznie zapraszam do wspólnej zabawy z łopatami.
Droga przed nami jeszcze długa, oby nie tyle mroźna, co urokliwa:
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
Alea iacta est - pozwolenie na budowę i start budowy!
Jest oficjalne pozwolenie na budowę! Uprawomocnione. Z pieczątkami. Z podpisami. Normalnie żaden urzędas nie cyknie.
A chumorki to oni mają. Ale uśmiechem ich, a dokładnie ją (panią urzędnik) dobiłem. Nie miała wyjścia, i po paro-minutowych dąsach wobec petenta, nie wytrzymała i bardzo miło się uśmiechnęła.
Zatem pozwolenie jest legalne. Nie będzie żadnego wstecznego datowania, lewizny, samowolki i innych udziwnień. Do tego mamy piękny, nowy, błyszczący Dziennik Budowy.
I to nie wszystko! Oficjalnie jest zgłoszony termin rozpoczęcia prac: 1 sierpnia 2016.
Alea iacta est...
No to do dzieła!
A chumorki to oni mają. Ale uśmiechem ich, a dokładnie ją (panią urzędnik) dobiłem. Nie miała wyjścia, i po paro-minutowych dąsach wobec petenta, nie wytrzymała i bardzo miło się uśmiechnęła.
Zatem pozwolenie jest legalne. Nie będzie żadnego wstecznego datowania, lewizny, samowolki i innych udziwnień. Do tego mamy piękny, nowy, błyszczący Dziennik Budowy.
I to nie wszystko! Oficjalnie jest zgłoszony termin rozpoczęcia prac: 1 sierpnia 2016.
Alea iacta est...
No to do dzieła!
Etykiety:
budowa domu,
Gmina Dobre,
Poręby Nowe,
pozwolenie na budowę,
zawiadomienie o terminie rozpoczęcia prac budowlanych
Lokalizacja:
Dobre, Polska
czwartek, 28 lipca 2016
Pozwolenie na budowę jest!
Sprawy nabrały przyspieszenia. W poniedziałek decyzja leżała gotowa u pani naczelnik starostwa mińskiego czekając na podpis. We wtorek była gotowa do obioru.
Co to oznacza? Ano, że urzędnicy wykorzystali swoje ustawowe 65 dni na decyzję do granic możliwości. Niestety, wolno im.
A dalej teoretycznie należy odczekać 14 dni na uprawomocnienie się uzyskanego pozwolenia na budowę, czyli sprawdzam w kalendarzu i wychodzi 9 sierpnia. Od tej daty mam trzy lata na rozpoczęcie budowy. Plan jest inny: po trzech latach to już wszystko ma być dawno ukończone.
Ale to nie koniec biurokracji, ponieważ samo pozwolenie nie oznacza, że mogę (oficjalnie) startować. Czyli oczywiście oficjalnie nie będę :) Trzeba bowiem złożyć zawiadomienie o rozpoczęciu budowy w powiatowym inspektoracie nadzoru budowlanego wraz z oświadczeniem kierownika, że się podejmuje (kierowania rzecz jasna). I potem jeszcze musi minąć siedem dni, aby móc wejść na plac budowy, co oznacza, że w Dzienniku Budowy będziemy widzieli datę 16 sierpnia, jako dzień rozpoczęcia prac. To co będzie się realizować wcześniej, łącznie z załączonymi zdjęciami to jedynie projekcja przyszłości, niczym sen wiedźmina ogarniętego kojącym eliksirem Yennefer.
Damy radę! Będziemy w Dzienniku wprowadzać daty jak najbardziej zgodne z oczekiwaniami szanownej Pani Biurokracji :)
Co to oznacza? Ano, że urzędnicy wykorzystali swoje ustawowe 65 dni na decyzję do granic możliwości. Niestety, wolno im.
A dalej teoretycznie należy odczekać 14 dni na uprawomocnienie się uzyskanego pozwolenia na budowę, czyli sprawdzam w kalendarzu i wychodzi 9 sierpnia. Od tej daty mam trzy lata na rozpoczęcie budowy. Plan jest inny: po trzech latach to już wszystko ma być dawno ukończone.
Ale to nie koniec biurokracji, ponieważ samo pozwolenie nie oznacza, że mogę (oficjalnie) startować. Czyli oczywiście oficjalnie nie będę :) Trzeba bowiem złożyć zawiadomienie o rozpoczęciu budowy w powiatowym inspektoracie nadzoru budowlanego wraz z oświadczeniem kierownika, że się podejmuje (kierowania rzecz jasna). I potem jeszcze musi minąć siedem dni, aby móc wejść na plac budowy, co oznacza, że w Dzienniku Budowy będziemy widzieli datę 16 sierpnia, jako dzień rozpoczęcia prac. To co będzie się realizować wcześniej, łącznie z załączonymi zdjęciami to jedynie projekcja przyszłości, niczym sen wiedźmina ogarniętego kojącym eliksirem Yennefer.
Damy radę! Będziemy w Dzienniku wprowadzać daty jak najbardziej zgodne z oczekiwaniami szanownej Pani Biurokracji :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)







