I się zakurzyło. Najpierw pyłek z gładzi osadził się wszędzie dookoła. Kurz i pył. Siwy dym.
Jak już wszystko było gładziutkie, to udało się ściany zagruntować farbą lateksową. I zrobiło się biało i czysto.
Biało dość:
Nie obeszło się bez skutków ubocznych. Programator na piętrze postanowił delikatnie i cicho sobie bzyczeć. Niby prawie nie słychać, ale w nocy jednak słychać. Niby był zabezpieczony, ale jednak kurz dał radę. Choć szczerze to chyba bzyczał sobie od początku.
Ale udało się wymienić na nowy. I tenże nowy jest niesłyszalny. Można spać choćby z głową na nim.


