czyli mój 'Life Project' (już nie pierwszy i może nie ostatni)
czwartek, 19 kwietnia 2018
czwartek, 12 kwietnia 2018
Znowu demolka
Budowa przez kapitalny remont to nieustające pasmo niszczeń, gruzu, pyły, potu i strachu, że się znowu coś zawali.
Jak ktoś ma wybór, to nie powinien ani chwili myśleć, tylko budować od zera, a nie przebudowywać.
Tym razem padło na budynek gospodarczy, i jego największą część, który ma się zamienić w garaż.
Zdjęcia nie oddają prawdziwej grozy, którą wiało w pierwszym tygodniu demolki, gdy w ruch poszły dłuta i młoty. Pierwsze godziny to żmudna praca, której trudno nie oddawał niemal żaden widoczny efekt, poza bólem w rękach, odciskach na palcach, no i paru ranach po źle trafionych przyłożeniach młotem.
Mury stawiały opór znaczny udowadniając, że sztuka murarska dziadka była niestety więcej niż solidna.
Gruz sypał się najpierw powoli, zaś pył nie szczędził swej siły i skutecznie zatykał pory, pokrywając cerę skuteczniej niż jakakolwiek maseczka na buzi telewizyjnej celebrytki.

Skąd mój dziadek skombinował te wszystkie głazy i kamienie? I jakież siły nadludzkie dały radę je tu przytachać w dobie gdzie ciągnik był tylko niedoścignionym marzeniem?
Zanim wykluła się dziura długości pięciu metrów, pojawiły się pęknięcia, które pod znakiem zapytania stawiały przyszłość całego dachu. Stemple jednak wytrzymały, a zalane zbrojenie złapało i wydaje się, że da nową moc na kolejne dziesięciolecia. Oby.

Już niebawem prace murarskie się zakończą i w kolejnym etapie zamontowana zostanie brama z pilotem. Ot technika zawita na wioskę!
Jak ktoś ma wybór, to nie powinien ani chwili myśleć, tylko budować od zera, a nie przebudowywać.
Tym razem padło na budynek gospodarczy, i jego największą część, który ma się zamienić w garaż.
Zdjęcia nie oddają prawdziwej grozy, którą wiało w pierwszym tygodniu demolki, gdy w ruch poszły dłuta i młoty. Pierwsze godziny to żmudna praca, której trudno nie oddawał niemal żaden widoczny efekt, poza bólem w rękach, odciskach na palcach, no i paru ranach po źle trafionych przyłożeniach młotem.
Mury stawiały opór znaczny udowadniając, że sztuka murarska dziadka była niestety więcej niż solidna.
Gruz sypał się najpierw powoli, zaś pył nie szczędził swej siły i skutecznie zatykał pory, pokrywając cerę skuteczniej niż jakakolwiek maseczka na buzi telewizyjnej celebrytki.

Skąd mój dziadek skombinował te wszystkie głazy i kamienie? I jakież siły nadludzkie dały radę je tu przytachać w dobie gdzie ciągnik był tylko niedoścignionym marzeniem?
Zanim wykluła się dziura długości pięciu metrów, pojawiły się pęknięcia, które pod znakiem zapytania stawiały przyszłość całego dachu. Stemple jednak wytrzymały, a zalane zbrojenie złapało i wydaje się, że da nową moc na kolejne dziesięciolecia. Oby.

Już niebawem prace murarskie się zakończą i w kolejnym etapie zamontowana zostanie brama z pilotem. Ot technika zawita na wioskę!
czwartek, 5 kwietnia 2018
Jak często wymieniać filtr
Na początku roku udało się uruchomić stację uzdatniania wody.
Najpierw uruchomiłem jedynie filtr, który należy co jakiś czas wymieniać.
Jak często? Tego producent nie mówi, bo to zależy a to od wody, a to od zużycia. I sugeruje, że jak kolor będzie już bardzo brunatny, to znaczy, że jest to dobry moment. I tyle. Według hydraulika ten kolor jeszcze nie jest wystarczająco brudny i on by tego nie ruszał, choć mnie już korci...
A sama stacja sobie chodzi cichutko, podejrzenie cichutko, i może się jednak sama automatycznie nie chce regenerować...
Najpierw uruchomiłem jedynie filtr, który należy co jakiś czas wymieniać.
Jak często? Tego producent nie mówi, bo to zależy a to od wody, a to od zużycia. I sugeruje, że jak kolor będzie już bardzo brunatny, to znaczy, że jest to dobry moment. I tyle. Według hydraulika ten kolor jeszcze nie jest wystarczająco brudny i on by tego nie ruszał, choć mnie już korci...
A sama stacja sobie chodzi cichutko, podejrzenie cichutko, i może się jednak sama automatycznie nie chce regenerować...
czwartek, 29 marca 2018
Podłoga na piętrze
Podłoga na piętrze została położona jeszcze w styczniu, ale zaginam czasoprzestrzeń do granic możliwości ze średnim skutkiem.
Zatem nawet zdjęcia powstały znacznie później. Toteż przynajmniej zdjęć więcej, słów mniej.
Po położeniu podłogi, choć jeszcze bez listew, długo siedziałem na środku, nic nie robiąc. Powoli tylko dumając: zbudowałem.
Zatem nawet zdjęcia powstały znacznie później. Toteż przynajmniej zdjęć więcej, słów mniej.
Po położeniu podłogi, choć jeszcze bez listew, długo siedziałem na środku, nic nie robiąc. Powoli tylko dumając: zbudowałem.
sobota, 17 marca 2018
GOYA na ścianie
Mamy pierwszą i drugą GOYĘ! Nie jest to Francisco Goya, lecz GOYA, po prostu GOYA.
Pierwszy GOYA pojawił się w wiatrołapie. Po środku jest szpaler, który kiedyś wypełni lustro.
Drugi GOYA zadomowił się w jadalni, przy ogromnym oknie.
Prawdę rzekłszy są jeszcze dwie odsłony GOI. Jeden zawitał na kominie na piętrze, a kolejny jest już w kuchni.
I ten pierwszy pierwszy zupełnie pierwszy był na piętrze na kominie. Ale jak to z dawnymi pierwszymi rzeczami... zdjęcia brak. A ostatniego GOI z kuchni najzwyczajniej jeszcze nie ma.
Ostatni GOYA będzie ozdobą kominka.
PS. Ależ tu się pan namarudził z tymi fugami, że to roboty tyle!
PS2. A ja potem się narobiłem za dwóch z impregnacją, ale bez marudzenia, za to udało mi się przy czyszczeniu zajechać trzy szczotki i zapchać jeden odkurzacz.
Pierwszy GOYA pojawił się w wiatrołapie. Po środku jest szpaler, który kiedyś wypełni lustro.
Drugi GOYA zadomowił się w jadalni, przy ogromnym oknie.
Prawdę rzekłszy są jeszcze dwie odsłony GOI. Jeden zawitał na kominie na piętrze, a kolejny jest już w kuchni.
I ten pierwszy pierwszy zupełnie pierwszy był na piętrze na kominie. Ale jak to z dawnymi pierwszymi rzeczami... zdjęcia brak. A ostatniego GOI z kuchni najzwyczajniej jeszcze nie ma.
Ostatni GOYA będzie ozdobą kominka.
PS. Ależ tu się pan namarudził z tymi fugami, że to roboty tyle!
PS2. A ja potem się narobiłem za dwóch z impregnacją, ale bez marudzenia, za to udało mi się przy czyszczeniu zajechać trzy szczotki i zapchać jeden odkurzacz.
środa, 14 marca 2018
Rusza łazienka i ratowanie płytek
Prace wykończeniowe w łazience na parterze nabrały rozpędu, kopa, koloru i jakości. Niedługo będzie gotowa. Na razie powstaje podłoga, czyli mamy 'ocean' położony.
A wokół oceanu powstają konstrukcje, z których wynurzy się niebawem jakiś prysznic z deszczownicą.
A w międzyczasie trzeba było uratować płytki. Zima w kartonach w gospodarczym budynku, gdzie brak było ogrzewanie, to nie był dobry pomysł. Cegły, które leżakują bez kartonu, zniosły to z godnością. Ale płytki w tekturkach niekoniecznie i zaczęła zżerać je cholera w postaci wilgoci. Setki płytek trzeba było ratować i ułożyć je na podłodze.
A wokół oceanu powstają konstrukcje, z których wynurzy się niebawem jakiś prysznic z deszczownicą.
A w międzyczasie trzeba było uratować płytki. Zima w kartonach w gospodarczym budynku, gdzie brak było ogrzewanie, to nie był dobry pomysł. Cegły, które leżakują bez kartonu, zniosły to z godnością. Ale płytki w tekturkach niekoniecznie i zaczęła zżerać je cholera w postaci wilgoci. Setki płytek trzeba było ratować i ułożyć je na podłodze.
czwartek, 8 marca 2018
Ostatni kawałek surowego stropu
Dla niewtajemniczonych znaczy to nic.
Ale jednak ma znaczenie. Widok stropu, częściowo starego, z którego zdarto tynk, to widok, który straszy niczym upiór z horroru, grożąc, że nigdy wykończenie się nie skończy.
Ten ostatni kawałek straszącego surowością stropu był widoczny w łazience na parterze.
Już go nie ma. Wszędzie bieli się równo wygładzona gładź na płytach GK.
To niby niewiele, ale znaczy bardzo dużo. Wraz z ostatnią płytą znikają duchy przeszłości, odchodzą w spokoju, zostawiając swobodę na rozwój nowych duszków, pomysłów, nowego powiewu swobody.
Ale jednak ma znaczenie. Widok stropu, częściowo starego, z którego zdarto tynk, to widok, który straszy niczym upiór z horroru, grożąc, że nigdy wykończenie się nie skończy.
Ten ostatni kawałek straszącego surowością stropu był widoczny w łazience na parterze.
Już go nie ma. Wszędzie bieli się równo wygładzona gładź na płytach GK.
To niby niewiele, ale znaczy bardzo dużo. Wraz z ostatnią płytą znikają duchy przeszłości, odchodzą w spokoju, zostawiając swobodę na rozwój nowych duszków, pomysłów, nowego powiewu swobody.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































